Dane makroekonomiczne złe, a na giełdach trwa bal
To był zdecydowanie dzień złych wiadomości ze światowej gospodarki. I to z każdego kierunku. Opublikowane dane pokazały rozmiar zniszczenia, jakie powszechne lockdown’y, poczyniły w poszczególnych gospodarkach. Wiele sektorów praktycznie się zatrzymała. Szczególnie usługi. Doskonale ilustrują to wstępne odczyty kwietniowych indeksów. Sektor przemysłowy zresztą ma się niewiele lepiej.
Dane makroekonomiczne ze świata

Indeksy PMI dla poszczególnych państw. Źródło: Reuters
Żeby dokładniej zobrazować jak tragiczna jest sytuacja, wystarczy przyjrzeć się wybranym danym. Np. indeksom PMI dla Strefy Euro. W kwietniu indeks dla sektora usług zanurkował do 11,7 pkt. z 26,4 pkt. miesiąc wcześniej i miał najniższą wartość od początku badania, czyli od lipca 1998 roku. Tylko nieco lepiej zaprezentował się indeks przemysłowy. Spadł on do 33,6 pkt. i zaliczył 134 miesięczny dołek.

Indeksy PMI dla Strefy Euro. Źródło: Markit
Indeks PMI Composite, będący wypadkową opublikowanych danych, zanurkował do 13,5 pkt., zaliczając nie tylko najniższą wartość w historii, ale też sygnalizując ogromne tąpnięcie dynamiki PKB.
Nie lepiej sytuacja wygląda w USA, gdzie z tygodnia na tydzień przybywa nowych bezrobotnych zgłaszających się pierwszy raz po zasiłek. W ostatnim tygodniu było ich 4,427 mln (dane wyrównane sezonowo) wobec prognozowanych 4,2 mln i wobec 5,237 mln tydzień wcześniej. Łącznie w 5 tygodniu w USA pojawiło się 26 mln nowych bezrobotnych.

Wnioski o zasiłki dla nowych bezrobotnych. Źródło: Reuters
Polska też nie jest zieloną wyspą. Owszem, z opublikowanych dziś danych wynika, że lockdown nie miał dużego wpływu na wyniki produkcji budowlano-montażowej, ale już potężnie wystraszył polskich konsumentów. Wskaźniki bieżącej i przyszłej sytuacji poleciały na łeb i szyję. Ponad 80 proc. konsumentów obawia się, że epidemia koronawirusa w większym lub mniejszym stopniu odbije się na ich finansach. A jak jest strach, to później trudno zacząć nagle wydawać pieniądze. Stąd też nawet po zniesieniu zakazów, proces powrotu do normalności bardzo długi.

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej. Źródło: GUS
Skoro jest tak źle, to dlaczego na giełdach jest tak dobrze?
Paradoksalnie odpowiedź jest banalnie prosta. Rynki traktują te dane już jako historyczne, traktując epidemię koronawirusa i związane z nią lockdowny jako wydarzenia jednorazowe. Dlatego ignorują dane, licząc na rozpoczęte już w wielu krajach procesy odmrażania gospodarki oraz skuteczność uruchomionych przez rządy i banki centralne programów wsparcia.
To oczywisty błąd myślenia. Samo odmrażanie, co pokazuje już przykład Austrii, gdzie w otwartych na nowo sklepach sprzedaż spadła o 90 proc., to będzie bardzo powolny i długi proces. Ba, za pół roku sytuacja może się powtórzyć. Wiele prognoz wskazuje bowiem, że jesienią epidemia koronawirusa wróci, a przecież do tego czasu nie uda się wynaleźć szczepionki. Dlatego też to, co obecnie obserwujemy na giełdach, to trochę taki bal na Titanicu. Okręt ten zderzył się w marcu z górą lodową, ale póki co jeszcze prze przed siebie. Za chwilę może zacząć jednak nabierać wody, że by na przełomie czerwca i lipca wrócić do marcowych minimów. I prawdopodobnie je przebić.