Zaawansowani
Teraz czytasz
Ochrona przed ujemnym saldem. Bezpieczeństwo czy strzał w kolano?
0

Ochrona przed ujemnym saldem. Bezpieczeństwo czy strzał w kolano?

utworzył Paweł Mosionek11 maja 2017

Ochrona przed ujemnym saldem (z ang. Negative Balance Protection – skr. NBP) to element oferty, który coraz częściej pojawia się w ofertach brokerów. Wielu traderów, jak i niektórzy regulatorzy upatrują w nim rozwiązanie najpoważniejszych problemów związanych z handlem na rynkach lewarowanych. Ma on bowiem zwiększyć ochronę niedoświadczonych adeptów Forexu przed brutalną ręką rynku. Czy to słuszny kierunek i nie wiążą się z tym “ukryte”, negatywne konsekwencje? Przeanalizujmy to zagadnienie…

Czym jest ochrona przed debetem

Na początku wprowadzenie dla osób, które jakimś sposobem jeszcze nie spotkały się z tym pojęciem.

De facto, przed powstaniem debetu mają nas chronić mechanizmy Margin Call i Stop-Out (przeczytaj: Od czego zależy Margin Call i Stop-Out). To parametry ustalane przez brokera na platformie, które mają na celu zabezpieczyć rachunek tradera (i pośrednio interesy brokera) przed zejściem salda poniżej zera poprzez zamknięcie wszystkich pozycji lub ich odpowiednie zahedgowanie, w przypadku, gdy wartość środków na koncie będzie niewystarczająca do dalszego utrzymania pozycji. Niestety, mają one pewnie ograniczenia i w skrajnych sytuacjach zdarza się, że nieszczęsny debet powstaje, np. na skutek luki cenowej, publikacji danych makro, interwencji banków centralnych itp..

Tytułowa ochrona deklarowana przez brokera ma być zatem swego rodzaju gwarancją, która ma zapewnić klientów, że nie będą zmuszani do wyrównania ujemnego salda, niezależnie od okoliczności. Zatem bardziej trafionym sformułowaniem byłoby nie “ochrona przed debetem” a “brak konieczności spłaty zadłużenia”. Debet i tak może powstać jednak to broker poprzez stosowne zapisy w umowie obliguje się do jego umorzenia.

Regulatorzy chcą ochrony

bafinStopniowo ujawnia się trend wśród europejskich regulatorów, którzy chcą wymusić (i wymuszają) na brokerach wprowadzenie ochrony przed debetem. Ostatnio taką decyzję podjął BaFIN, niemiecki odpowiednik naszego KNF-u, który postawił brokerom ultimatum: “wprowadzenie ochrony do 10 sierpnia lub wycofanie się z rynku”.

Podobne głosy słychać z Cypru i Wielkiej Brytanii ale jeszcze bez oficjalnych ustaw.

Zmiany nie dotyczą tylko niemieckich brokerów ale wszystkich firm działających na tamtejszym rynku. To oznacza, że np. brytyjski broker działający w Niemczech musi wprowadzić ochronę przed debetem, choćby dla niemieckich rezydentów. Jest to sytuacja analogiczna z ograniczeniem lewarowania do 1:100 dla polskich rezydentów.

Zazwyczaj w parze z frazą “ochrona przed debetem” brokerzy zaznaczają, iż dotyczy ona tylko “klientów nieprofesjonalnych”, czyli innymi słowy detalicznych. Zatem rachunki firmowe lub osoby zidentyfikowane poprzez stosowne ankiety (pytania o doświadczenie, status zatrudnienia itd.) jako klienci profesjonalni lub instytucjonalni taką gwarancją objęci mogą nie być.

Wszystkiemu winni Szwajcarzy

snbNie trzeba długo się zastanawiać skąd pojawił się masowy pomysł wprowadzania wspomnianych zmian. Pamiętny 15 stycznia 2015 r. pozostawił piętno na rynkach lewarowanych, w szczególności rynku Forex. Dzień uwolnienia kursu franka szwajcarskiego skutkował ogromną amplitudą wahań, a także… Debetami na rachunkach inwestycyjnych. To także fala skarg do regulatorów (czasem i nagłaśnianych medialnie) w związku z powstaniem zadłużenia u “nieświadomych” klientów oraz bankructwa brokerów np. Alpari UK (przeczytaj: Frank szaleje, brokerzy liczą straty). Sytuacja wyjątkowa więc i skala ogromna ale prawdopodobnie gdyby nie ten dzień żadnemu nadzorowi nie przeszłoby przez myśl, aby wprowadzać tego typu zmiany w ofertach brokerów Forex.

Co na to brokerzy Forex

Część firm, szczególnie działających w modelu Market Maker oraz tych dobrze przemyślanej formule zabezpieczeń, zadecydowała o szybszym i samowolnym wprowadzeniu ochrony przed debetem. Przestraszeni klienci szybko zaczęli poszukiwać ofert gwarantujących im większe bezpieczeństwo. Brokerzy MM znaleźli się w wyjątkowo komfortowej sytuacji, bowiem jako strona transakcji z klientami muszą zabezpieczyć jedynie własne interesy na rynku (z czym różnie bywa). Zatem ostatecznie wprowadzenie wspomnianej ochrony jest dla nich stosunkowo proste. Ale co z innymi?

I tu powstaje pewna wątpliwość z brokerami, którzy są jedynie pośrednikami. Firmy działające w modelu ECN i STP jedynie przekazują zlecenia klientów do swoich dostawców płynności (liquid provider, skr. LP). Gdy pozycje tradera spowodują debet to ostatecznie on jest pośrednio dłużnikiem LP. Tyle, że oficjalnie z płatnością zalega broker, który musi wyegzekwować jej uzupełnienie od swojego klienta.

Nieprzemyślane (?) konsekwencje

ludekTym sposobem przechodzimy do konsekwencji w obliczu wprowadzanych przez regulatorów zmian. Brokerzy STP i ECN, których klient spowoduje debet, będą musieli uregulować należność do LP z własnej kieszeni, czyli TYLKO z prowizji od zrealizowanych zleceń. A tymczasem Market Maker może “przejąć” depozyt swojego klienta jeśli tylko ten straci go “na rynku”. To stawia go na uprzywilejowanej pozycji.

Pamiętajmy, że to właśnie wprowadzenie modelu STP/ECN na rynek detaliczny zrewolucjonizowało Forex 8 lat temu. To właśnie bezkonfliktowy sposób realizacji zleceń spowodował, że szary Kowalski otrzymał dostęp do niskich prowizji, rynkowych spreadów i ekspresowej egzekucji. Mało tego, wzrost konkurencyjności i niezadowolenie z handlu u brokerów MM z powodu wiecznie pojawiających się problemów, gdy tylko zaczynaliśmy zarabiać (opóźnianie zleceń, rekwotowania, manipulacje kursami, wypowiedzenia umów, odmowy wypłat zysków…) spowodowały, że klienci masowo odwrócili się od nich i chcieli handlować na “prawdziwym rynku” (!).

Przeczytaj koniecznie: Nieczyste zagrywki brokerów TOP 5

Wprowadzenie przymusowej ochrony przed debetami mogą mieć nieciekawe konsekwencje. Zarówno dla nas – traderów, jak i brokerów z rynkową realizacją zleceń.

Część z nich, która zdecyduje się wprowadzić zmiany podejmie ryzyku spłaty zadłużeń traderów z własnych środków. To obniży ich dochody, czyli także środki przeznaczane na rozwój, jak i może doprowadzić do wzrostu prowizji, aby zrekompensować nowy koszt. To także zwiększone ryzyko bankructwa w momencie, gdy dojdzie do powtórki z 15 stycznia. Strach widać już teraz – kilka dni przed każdym ważniejszym wydarzeniem (wybory, głosowania) brokerzy masowo redukują lewarowanie. Tych ograniczeń może przybywać.

Druga część wycofa się z krajów w których ochrona przed debetem jest wymagana przez przepisy. To może doprowadzić do umocnienia pozycji brokerów Market Maker, zmniejszenia konkurencyjności na rynku i powrotu do nieczystych praktyk.

Zatem, czy ochrona przed ujemnym saldem to zwiększenie bezpieczeństwa, czy jednak krok wstecz?

Co o tym sądzisz?
Lubię
77%
Interesujące
23%
Heh...
0%
Co?
0%
Nie lubię
0%
Tragedia
0%
O Autorze
Paweł Mosionek
Aktywny trader na rynku Forex od 2006 roku. Redaktor portalu Forex Nawigator oraz redaktor naczelny i współtwórca serwisu ForexClub.pl. Prelegent konferencji "Focus on Forex" na SGH w Warszawie, "NetVision" na Politechnice Gdańskiej oraz "Inteligencja finansowa" na Uniwersytecie Gdańskim. Dwukrotny zwycięzca "Junior Trader" - gry inwestycyjnej dla studentów organizowanego przez DM XTB. Uzależniony od podróży, motocykli i skoków spadochronowych.