Jesse Livermore, Wall Street i Big Short – czy kultowe filmy i książki o tradingu mają jeszcze sens w erze algorytmów?

W 1923 roku Edwin Lefèvre opublikował fabularyzowaną biografię Jesse’ego Livermore’a – spekulanta, który potrafił zarobić i stracić fortuny kilkukrotnie w ciągu jednego życia. Ponad sto lat później „Wspomnienia gracza giełdowego” (Reminiscences of a Stock Operator) wciąż pozostają jedną z najczęściej cytowanych książek w świecie finansów. Na giełdach handlują dziś jednak nie ludzie wpatrzeni w taśmę tickerową, lecz algorytmy realizujące tysiące zleceń w ciągu milisekund.
Rynek handlu wysokiej częstotliwości (HFT) wart jest w 2026 roku szacunkowo 13,6-14,7 mld dolarów i rośnie w tempie blisko 10 procent rocznie – w zależności od źródła metodologicznego. Firmy HFT odpowiadają za ponad 50 procent wolumenu obrotu akcjami w Stanach Zjednoczonych, a w dniach podwyższonej zmienności odsetek ten sięga nawet 70 procent. Trading algorytmiczny w ujęciu szerokim generuje 60-75 procent obrotów na rynkach rozwiniętych.
Czy w takim świecie spuścizna Livermore’a, Gordona Gekko i bohaterów „Big Short” ma jeszcze jakikolwiek sens? Odpowiedź jest bardziej złożona – i bardziej optymistyczna – niż mogłoby się wydawać.
Livermore i taśma tickerowa: co właściwie pozostało z tamtej lekcji
Jesse Livermore zaczynał jako czternastolatek w tak zwanych bucket shops – nieformalnych zakładach bukmacherskich na ruchy cen akcji – pod koniec XIX wieku. Doszedł do pozycji jednego z największych spekulantów na Wall Street, zarabiając legendarne fortuny na krachu 1907 roku i Wielkim Kryzysie 1929 roku. Jednocześnie kilkakrotnie bankrutował, a jego życie zakończyło się tragicznie w 1940 roku.
Książka, choć formalnie powieść, stanowi w istocie podręcznik psychologii rynku ukryty w narracji.
Jej najważniejsze przesłania można sprowadzić do kilku zasad:
- handluj z trendem, nie przeciwko niemu;
- bądź cierpliwy i czekaj na wyraźne sygnały;
- ucinaj straty szybko, a zyski pozwól rosnąć;
- panuj nad emocjami, bo to one – nie brak wiedzy – niszczą traderów;
- na Wall Street nic nowego się nie zdarza, bo ludzka natura się nie zmienia.
To właśnie ta ostatnia maksyma jest kluczem do zrozumienia, dlaczego tekst sprzed ponad stu lat wciąż trafia na listy obowiązkowych lektur. Prawdy zawarte w tej książce są tak samo aktualne dziś, jak sto lat temu.
Problem polega na tym, że kontekst rynkowy zmienił się radykalnie. Livermore czytał taśmę tickerową – fizyczny pasek papieru z cenami – i na tej podstawie wyczuwał nastroje tłumu. Współczesny odpowiednik tej taśmy to strumień danych przepływający przez serwery kolokowane przy giełdzie, przetwarzany w mikrosekundach. Firma HFT nie „czuje” rynku – optymalizuje parametry statystyczne. Między intuicją Livermore’a a modelem uczenia maszynowego leży przepaść technologiczna, ale – co ciekawe – nie przepaść psychologiczna.
„Greed is good” i film, który ukształtował pokolenie
Kultura popularna dostarczyła rynkom finansowym kilku archetypów, które wpływają na zachowania inwestorów do dziś. Najważniejszy z nich to Gordon Gekko – bohater filmu Olivera Stone’a „Wall Street” z 1987 roku, grany przez Michaela Douglasa. Jego przemówienie „Greed is good” miało być ostrzeżeniem; stało się manifestem.
Badanie nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej, opublikowane jako raport o „efekcie Gordona Gekko”, wykazało, że niektóre kultury korporacyjne w sektorze finansowym potrafią transmitować negatywne wartości w sposób, który czyni nadużycia finansowe znacznie bardziej prawdopodobnymi. Wielu ludzi trafiło na Wall Street dosłownie pod wpływem tego filmu – co sam Stone wielokrotnie komentował z mieszanką zdumienia i rozczarowania.
Dwie dekady później Adam McKay nakręcił „Big Short” (2015) – film o grupie inwestorów, którzy obstawili upadek rynku hipotek subprime przed kryzysem 2008 roku. Jednym z nich był Michael Burry, neurolog-samouk, który jako zarządzający funduszem Scion Capital zarobił dla swoich inwestorów około 700 mln dolarów. W listopadzie 2025 roku Burry zamknął Scion Asset Management i wyrejestrował fundusz z SEC (rejestracja wygasła 10 listopada), pisząc na platformie X:
„On to much better things.”
Według danych Hedgeweek i CNBC, fundusz zarządzał w marcu 2025 roku aktywami wartymi ok. 155 mln dolarów. Zamknięcie Scion to symboliczny koniec pewnej epoki – i jednocześnie przypomnienie, że nawet bohaterowie filmów podlegają tym samym siłom rynkowym, co wszyscy inni.
Warto wspomnieć też o „Margin Call” (2011) Chandora, „Rogue Trader” (1999) o Nicku Leesonie czy „Dumb Money” (2023) o fenomenie GameStop. Każdy z tych filmów uchwycił inny aspekt rynkowej psychologii: panikę instytucji w obliczu kryzysu, destrukcyjne ryzyko operacyjne i wreszcie – siłę skoordynowanego tłumu inwestorów detalicznych.
GameStop i nowy tłum: Livermore by zrozumiał
W styczniu 2021 roku grupa traderów detalicznych z forum WallStreetBets na Reddicie przeprowadziła coś, co z perspektywy klasycznej teorii rynku nie powinno się zdarzyć: wymusili short squeeze na akcjach GameStop, podnosząc ich cenę o ponad 1700 procent i powodując straty krótkiej sprzedaży rzędu 6 mld dolarów.
Pięć lat później, w styczniu 2026 roku, CNBC podsumowało trwałe konsekwencje tego wydarzenia. Udział inwestorów detalicznych w obrotach na amerykańskim rynku akcji wzrósł średnio do ok. 20 procent dziennego wolumenu (z jednocyfrowego poziomu sprzed pandemii), a w dni o wysokiej zmienności sięga nawet 40 procent na rynku akcji i 50 procent na rynku opcji – jak wskazał Steve Quirk, główny dyrektor ds. brokerskich w Robinhood. Według JPMorgan, napływy kapitału od inwestorów indywidualnych w 2025 roku przekroczyły poprzedni rekord z 2021 roku o ok. 17 procent i były o niemal 60 procent wyższe niż rok wcześniej. Fortune podało w lutym 2026, że inwestorzy detaliczni wygenerowali w 2025 roku obroty na poziomie 5,4 biliona dolarów w akcjach i ETF-ach – wzrost o blisko 47 procent w stosunku do roku poprzedniego.
Jeff Shen, współdyrektor inwestycyjny w BlackRock, zwrócił uwagę na aspekt społeczny tego zjawiska: napływy od inwestorów detalicznych są silnie skorelowane, bo łączy ich wspólna sieć informacyjna – fora, media społecznościowe, influencerzy finansowi.
„Aspekt społeczny sprawia, że ten rodzaj przepływów jest bardzo skorelowany” – powiedział Shen dla CNBC.
To zupełnie inny mechanizm niż niezależne decyzje klasycznego funduszu hedgingowego, ale w gruncie rzeczy Livermore opisywał dokładnie to samo. Nazywał to odczytywaniem psychologii tłumu (mass psychology). Różnica polega jedynie na nośniku: zamiast plotek na parkiecie giełdy mamy wątek na Reddicie.
Co znamienne, fundusze hedgingowe wyciągnęły wnioski. Wiele z nich ograniczyło krótkie pozycje, zdywersyfikowało portfele i zainwestowało w śledzenie nastrojów inwestorów detalicznych.
Ivan Ćosović z firmy analitycznej Breakout Point ujął to trafnie w rozmowie z CNBC:
„Dla wielu profesjonalnych inwestorów traderzy detaliczni stali się czymś w rodzaju irytującego czarnego charakteru z serialu telewizyjnego, którego scenarzyści nigdy nie kasują z obsady. Mamy piąty sezon serialu, a oni wciąż grają.”
HFT kontra ludzka intuicja: pozorny pojedynek
Przejdźmy do sedna pytania: czy Livermore przetrwałby erę handlu wysokiej częstotliwości? W sensie dosłownym – absolutnie nie. Jego metody opierały się na manualnym odczytywaniu taśmy i realizacji zleceń przez telefon lub osobiście na parkiecie. Dziś firma HFT realizuje tysiące transakcji w czasie krótszym niż jedno mrugnięcie oka. Rynek serwerów HFT, według raportu opublikowanego przez GlobeNewsWire w marcu 2026 roku na podstawie danych Research and Markets, ma wzrosnąć z 627 mln dolarów w 2025 roku do ponad miliarda dolarów do 2035 roku. Przyszłość handlu leży w procesorach ARM, GPU i – w perspektywie kilku lat – obliczeniach kwantowych.
Ale pytanie jest źle postawione. Livermore nigdy nie konkurował szybkością. Konkurował rozumieniem zachowań rynku w skali makro: identyfikowaniem momentów, w których tłum popełnia błąd zbiorowy, i zajmowaniem odpowiedniej pozycji z odpowiednim rozmiarem. To podejście jest nie tylko nadal aktualne – w pewnym sensie zyskuje na znaczeniu.
Firmy HFT zarabiają na mikrostrukturze rynku: spreadach, latency arbitrage, market makingu. Są niezwykle skuteczne w tym, co robią, ale nie są odporne na wydarzenia makroekonomiczne. Flash Crash z 6 maja 2010 roku – gdy Dow Jones spadł o niemal 1000 punktów w ciągu 36 minut – pokazał, że algorytmy potrafią pogłębiać kryzys zamiast go łagodzić. Raport CFTC z 2014 roku wyraźnie stwierdził, że choć HFT nie wywołał Flash Crashu, to:
„Przyczynił się do nadzwyczajnej zmienności rynku” (z ang. contributed to extraordinary market volatility – przyp. red.).
Podobne incydenty zdarzały się później wielokrotnie.
To właśnie w tych momentach „zepsutej” zmienności sprawdzają się lekcje Livermore’a: cierpliwość, zarządzanie ryzykiem, gotowość do stania z boku, gdy sytuacja jest nieczytelna. Algorytm HFT nie „czeka na wyraźny sygnał” w rozumieniu Livermore’a – realizuje kod. Inwestor indywidualny, paradoksalnie, zachowuje tu przewagę: może po prostu nie grać.
Co naprawdę się zmieniło, a co pozostało takie samo
Warto uczciwie rozgraniczyć, co z dorobku kultowych dzieł o tradingu przetrwało próbę czasu, a co należy traktować wyłącznie jako dokument historyczny.
Aktualne pozostają przede wszystkim zasady dotyczące psychologii i dyscypliny.
„Nie myślenie zarabiało mi wielkie pieniądze. Zarabiało mi siedzenie” – ta maksyma Livermore’a jest dziś bardziej potrzebna niż kiedykolwiek, bo dostęp do rynku jest natychmiastowy, a pokusa ciągłego handlowania ogromna.
Badania konsekwentnie wskazują, że nadmierna aktywność transakcyjna (tzw. overtrading) obniża stopy zwrotu inwestorów indywidualnych. Głośne badanie brazylijskich day traderów, opublikowane przez badaczy Chague i De-Losso na platformie SSRN, wykazało, że 97 procent z nich traci pieniądze po ponad 300 dniach handlu.
Aktualne jest również ostrzeżenie przed chciwością i hybris – motyw przewodni zarówno „Wall Street”, jak i „Big Short”. Film McKaya pokazał, że nawet ludzie, którzy mieli rację co do kierunku rynku, musieli zmagać się z presją i ryzykiem bankructwa kontrahenta. Burry miał rację, ale jego inwestorzy niemal go zlinczowali, zanim racja się zmaterializowała.
Nieaktualne są natomiast konkretne techniki handlowe Livermore’a – manipulowanie cenami przez skoordynowane zlecenia, handel w bucket shop’ach, wykorzystywanie informacji poufnych. To wszystko jest dziś nielegalne i regulowane przez SEC oraz odpowiednie organy nadzoru na całym świecie. Polski KNF nie jest tu wyjątkiem.
Nieaktualny jest także romantyczny obraz samotnego spekulanta walczącego z rynkiem. Współczesny rynek to ekosystem, w którym inwestor detaliczny rywalizuje – świadomie lub nie – z algorytmami dysponującymi milisekundową przewagą, z funduszami inwestującymi miliardy w infrastrukturę danych i z modelami sztucznej inteligencji, które przetwarzają strumienie informacji alternatywnej. Jednocześnie – jak wynika z badania opublikowanego na SSRN w listopadzie 2025 roku – generatywna AI obniża barierę wejścia dla inwestorów detalicznych, redukując koszty przetwarzania informacji. To zmiana o potencjalnie dużych konsekwencjach dla struktury rynku.
Lekcja, która przetrwa każdą erę
Gdyby z całego dorobku kultowych filmów i książek o tradingu trzeba było wybrać jedną myśl, która jest odporna na zmiany technologiczne, byłaby to ta: rynki są mechanizmem agregacji ludzkich emocji – strachu, chciwości, nadziei i paniki – i żadna technologia tego nie zmieni, dopóki po drugiej stronie ekranu siedzi człowiek podejmujący decyzję o alokacji kapitału.
HFT zmienił mikrostrukturę rynku. AI zmienia sposób przetwarzania informacji. Ale inwestorzy detaliczni – ci sami, których w 2021 roku nazywano „dumb money” – w 2025 roku wygenerowali rekordowe napływy i pomagali stabilizować rynek w okresach gwałtownych spadków, w tym podczas wyprzedaży wywołanej taryfami celnymi w kwietniu tamtego roku. Jak powiedział Tom Lee z Fundstrat dla CNBC:
„Gdy inwestorzy detaliczni kupowali dołki, wiedziałem, że rynek byka jest zdrowy.”
Livermore umarł zrujnowany finansowo i emocjonalnie, ale jego obserwacje o naturze rynku i ludzi przeżyły go o dekady. Gordon Gekko miał być przestrogą – a stał się aspiracją. Michael Burry miał rację o rynku nieruchomości – ale i tak zamknął fundusz. Każda z tych historii niesie tę samą lekcję: na rynku wygrywa nie ten, kto ma najszybszy komputer ani najlepszą teorię, lecz ten, kto potrafi zarządzać sobą.
W erze HFT i sztucznej inteligencji ta zasada nie straciła ani grama na wadze. Wręcz przeciwnie – w świecie, w którym maszyny wykonują wszystko szybciej i precyzyjniej niż człowiek, jedyną trwałą przewagą inwestora indywidualnego pozostaje to, czego Livermore uczył się przez całe życie: dyscyplina, cierpliwość i zdolność do niegrzania.
