Geraldine Weiss, czyli jak Dywidendowa Dama przechytrzyła Wall Street

Przez 10 lat podbiła Wall Street, prowadząc biuletyn z najskuteczniejszymi rekomendacjami inwestycyjnymi. Ale nikt nie wiedział, że jest kobietą. Poznaj niesamowitą historię Geraldine Weiss i zasady na jakich dobierała spółki dywidendowe do portfela.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto to był G. Weiss?
- Kim była Dywidendowa Dama?
- W jaki sposób Geraldine Weiss oceniała spółki?
- Czemu dywidendy były kluczowe w strategii Weiss?
Gdyby w latach 60. XX wieku ktoś powiedział na Wall Street, że jedna z najbardziej zyskownych strategii inwestycyjnych dekady będzie dziełem nieznanej kobiety z San Diego, zostałby wyśmiany. Pukano by się w czoło, traktowano go jak wariata. W tamtych czasach giełda w Nowym Jorku była elitarnym, męskim klubem, w którym dla kobiet przewidziano co najwyżej rolę sekretarek.
Geraldine Weiss nie zamierzała się jednak podporządkować tym regułom. Przechytrzyła system, ukrywając swoją tożsamość. Stworzyła imperium analityczne, które rzuciło wyzwanie największym umysłom finansowym Ameryki. Przez niemal 40 lat udowadniała, że w świecie inwestycji nic nie przemawia silniej do wyobraźni niż realna gotówka wypłacana akcjonariuszom. Oto historia kobiety, która zasłużyła na miano „Dywidendowej Damy”.
Zamknięte drzwi i narodziny G. Weiss
Urodzona 16 marca 1926 roku w San Francisco jako Geraldine Sylvia Schmulowitz, nasza bohaterka od wczesnych lat interesowała się biznesem. Studiowała finanse na prestiżowym Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, który ukończyła w 1945 roku. Prawdziwą inspiracją były dla niej jednak dzieła Benjamina Grahama: „Security Analysis” oraz „The Intelligent Investor”. To na ich podstawie wykiełkowało w niej analityczne podejście do rynków akcji.
Kiedy na początku lat 60-tych postanowiła przekuć wiedzę w praktykę i zdobyć etat jako analityk giełdowy lub makler, zderzyła się ze ścianą uprzedzeń. Kolejne firmy inwestycyjne odprawiały ją z kwitkiem, twierdząc, że kobiety nie nadają się do tej profesji. Jedyne, co mogły jej zaoferować, to stanowisko sekretarki.
Zamiast się poddać, Weiss postanowiła grać na własnych warunkach. W 1966 roku, mając 40 lat, połączyła siły ze swoim maklerem Fredem Whitmore’em i założyła dwutygodnik analityczny „Investment Quality Trends” – który zresztą istnieje do dziś. Szybko jednak okazało się, że uprzedzenia dotykają także samych inwestorów: biuletyny wysyłane z podpisem Whitmore’a cieszyły się zainteresowaniem, natomiast te sygnowane przez Geraldine były ignorowane.
Rok później Weiss odkupiła udziały od wspólnika i podjęła genialną w swojej prostocie decyzję: zaczęła podpisywać raporty jako „G. Weiss”. Męski świat finansów założył domyślnie, że za trafnymi analizami stoi mężczyzna – George czy Gary. Biuletyn zaczął zyskiwać ogromną popularność i lojalnych czytelników, którzy dzięki jej rekomendacjom zarabiali krocie.
Ujawnienie nastąpiło dopiero w 1977 roku. Geraldine Weiss pojawiła się w niezwykle popularnym programie telewizyjnym „Wall Street Week”. Gdy prawda wyszła na jaw, wywołała szok wśród subskrybentów. Reakcja rynku była jednak jednoznaczna – czytelnicy zarabiali tak duże pieniądze na jej wskazówkach, że płeć autora przestała mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie.
SPRAWDŹ: Inwestowanie dywidendowe – jak wybierać spółki i unikać kosztownych błędów
Dlaczego dywidendy nie kłamią?
Podczas gdy większość analityków na Wall Street obsesyjnie śledziła zyski na akcję (EPS) oraz wskaźniki wzrostu biznesu, Geraldine Weiss uważała te dane za podatne na manipulacje księgowe. Jej koronnym argumentem było powiedzonko, które stało się tytułem jej bestsellerowej książki z 1988 roku: „Dividends Don’t Lie” („Dywidendy nie kłamią”).
„Zyski bywają iluzją tworzoną przez kreatywną księgowość. Ale dywidenda to prawdziwa, twarda gotówka wypłacana z konta firmy na konto inwestora. Tego nie da się sfałszować” – zwracała uwagę Weiss.
Jej podejście opierało się na Teorii Stopy Dywidendy (Dividend Yield Theory). Weiss zauważyła, że dla stabilnych, dojrzałych przedsiębiorstw (tzw. blue-chipów) stopa dywidendy – czyli wypłacana dywidenda podzielona przez cenę akcji – porusza się w powtarzalnych cyklach historycznych maksimów i minimów. I pojawiają się dwa istotne sygnały:
- Sygnał kupna (niedowartościowanie). Kiedy cena akcji świetnej spółki spada z powodu chwilowych zawirowań rynkowych, jej bieżąca stopa dywidendy rośnie i zbliża się do swoich historycznych maksimów. Dla Weiss był to jasny znak, że papier jest niedowartościowany.
- Sygnał sprzedaży (przewartościowanie). Kiedy na rynku panuje euforia, cena akcji rośnie tak mocno, że stopa dywidendy spada do skrajnie niskich poziomów. Oznacza to, że spółka jest „droga” i należy realizować zyski.
W kwestii wyboru momentu wejścia na rynek Weiss miała jasną zasadę: „Nigdy nie ma lepszego momentu na zakup akcji niż ten, w którym zasadniczo zdrowa firma z jakiegoś powodu tymczasowo popada w niełaskę inwestorów”. Podkreślała, że kupowanie akcji wtedy gdy „złe rzeczy przytrafiają się dobrym firmom” pozwala inwestorom osiągać stopy zwrotu, jakie rynek rzadko oferuje w okresach risk-on.
Skuteczność tej strategii była porażająca. Niezależny audytor biuletynów inwestycyjnych Hulbert Financial Digest potwierdził, że w ujęciu skorygowanym o ryzyko biuletyn „Investment Quality Trends” był przez wiele lat najlepiej radzącym sobie źródłem rekomendacji w Stanach Zjednoczonych, generując średnioroczne stopy zwrotu przewyższające szeroki rynek akcji! Zresztą, do dziś tak jest i jest on obecny na Liście Honorowej Biuletynów Inwestycyjnych Hulberta.
7 Złotych Kryteriów Geraldine Weiss
Geraldine Weiss nie kupowała jednak każdej spółki, która miała wysoką stopę dywidendy. Unikała „pułapek dywidendowych”. Aby akcja trafiła do jej portfela, musiała przejść przez restrykcyjne „sito selekcyjne”, składające się z 7 kryteriów:
- Historyczne niedowartościowanie. Bieżąca stopa dywidendy musi znajdować się blisko swoich historycznych maksimów.
- Tempo wzrostu dywidendy pow. 10%. Spółka musi podnosić dywidendę przy CAGR wynoszącym co najmniej 10% w ciągu ostatnich 12 lat.
- Cena do wartości księgowej (P/BV) poniżej 2x. Wskaźnik ten nie może przekraczać poziomu 2x.
- Wskaźnik Ceny do Zysku (P/E) poniżej 20x. Wskaźnik C/Z musi wynosić 20x lub mniej.
- Wskaźnik wypłaty (Payout Ratio) max. 50%. Spółka może przeznaczać na dywidendę maksymalnie 50% swoich zysków, to gwarancja bezpieczeństwa wypłat w gorszych czasach.
- Dług pod kontrolą. Dług korporacyjny musi stanowić mniej niż 50% całkowitej kapitalizacji przedsiębiorstwa.
- Status „Select Blue Chip”. Spółka musiała spełniać minimum 5 z 6 dodatkowych kryteriów jakościowych (m.in. nieprzerwane wypłaty dywidend przez minimum 25 lat, rating jakościowy S&P w kategorii przynajmniej „A-”, minimum 5 milionów akcji w wolnym obrocie oraz zainteresowanie co najmniej 80 instytucji finansowych).
Zasady te chroniły subskrybentów biuletynu przed spekulacją. Jak sama podkreślała:
„Jeśli firma nie wypłaca dywidendy, to jej akcje nie są aktywem inwestycyjnym i ich zakup to czysta spekulacja”.
Zalecała budowanie skoncentrowanych portfeli złożonych z 10 do 20 pozycji (spółek), co pozwalało na dogłębną kontrolę każdego aktywa. Do dziś metoda ta jest kultywowana przez serwis Investment Quality Trends.
Weiss namawiała do inwestowania, ale z głową i według zasad, po odpowiednim okresie wytężonej edukacji.
„Inwestowanie na giełdzie nie jest operacją na otwartym mózgu. Każdy może zostać odnoszącym sukcesy inwestorem” – mówiła.
Stanowcza mamusia – strojnisia
Poza rynkiem finansowym Geraldine Weiss prowadziła niezwykle barwne i aktywne życie, będąc w San Diego prawdziwą „instytucją towarzyską”. W latach młodzieńczych wyszła za mąż za oficera marynarki wojennej USA. Częste relokacje męża – był przenoszony z bazy do bazy – sprawiły, że między 20 a 40 rokiem życia była zajęta głównie wychowywaniem dzieci oraz swoją edukacją. Dopiero gdy dzieci podrosły, Geraldine miała czas na pełne oddanie się pasji inwestycyjnej.
W wieku 76 lat sprzedała udziały w IQT swojemu wieloletniemu współpracownikowi Kelley’emu Wrightowi. Po przejściu na emeryturę w 2002 roku zamieszkała w prestiżowej dzielnicy La Jolla w San Diego. Po śmierci pierwszego męża nie zamknęła się na świat. Swojego drugiego partnera życiowego, Michaela Levine’a, poznała… grając w brydża przez internet. Para pobrała się w 2007 roku.
Geraldine słynęła z nienagannego stylu i miłości do życia. Uwielbiała grać na pianinie. Była wybitną brydżystką. Miała słabość do wyrazistej mody – jej znakiem rozpoznawczym były ubrania w panterkę, fioletowe akcenty oraz masywna, elegancka biżuteria. Nawet podczas pandemii Covid-19, organizując spotkania towarzyskie na świeżym powietrzu, zawsze pojawiała się perfekcyjnie ubrana i pełna energii.
Była stanowczą, ale wspierającą najbliższych i przyjaciół kobietą. Swoje wnuki chętnie zabierała do biura, pokazując im, na czym polega niezależność i siła kobiety w biznesie. W jej biurze stała rzeźba splecionych w walce byka i niedźwiedzia – symbol rynkowych zmagań, z których tak często wychodziła zwycięsko.
„Ona była urodzonym szefem. Jeśli coś jej się nie podobało, mówiła to. Miała władczą osobowość, stanowczą obecność. Nie bała się mówić tego, co myśli, i nie bała się żyć tak, jak uważała, że powinno się żyć” – tak wspominała babcię w wywiadzie dla CBC Radio Shenandoah Weiss, która sama prowadzi firmę doradczą.
Jej wnuczka wspominała, że dwie największe miłości Geraldine to były: rodzina i biznes. Wkładała wielki wysiłek w swoją karierę.
„Była samoukiem. Chodziła samotnie do biblioteki w San Diego. Przeczytała chyba każdą książkę o inwestycjach, jaką mogła znaleźć. Zawsze mówiła o bibliotekach publicznych jako o wielkim zasobie, którego używała, by kształtować swoje teorie finansowe i bezkosztowo kształcić się” – wspominała Shenandoah Weiss.
„Kilka lat temu, kiedy powiedziałam jej, że zamierzam zacząć pracować na własny rachunek, była tym ogromnie podekscytowana. Była wielką zwolenniczką tego, by ludzie byli swoimi własnymi szefami… i robili to, co kochają robić, i żeby to ich napędzało” – dodała.
Geraldine Weiss zmarła spokojnie w swoim domu w La Jolla 25 kwietnia 2022 roku w wieku 96 lat. Pozostawiła po sobie nie tylko miliony na koncie, ale przede wszystkim dowód na to, że chłodna logika, matematyczna dyscyplina i ignorowanie rynkowych mód potrafią skruszyć nawet najtwardszy szklany sufit.
