Kryptowaluty
Teraz czytasz
Gdzie są pieniądze z Bitmarket? Wyparowało do 500 mln złotych?
0

Gdzie są pieniądze z Bitmarket? Wyparowało do 500 mln złotych?

utworzył Michał Sielski12 lipca 2019

Zarządzający giełdą kryptowalut Bitmarket, która zawiesiła działalność, przekonują że sami są poszkodowani. Wciąż nie wiadomo jednak co ze środkami klientów, które według szacunków warte są od ok. 113 mln zł do nawet 500 mln zł.

Przypomnijmy: giełda kryptowalut Bitmarket zawiesiła działalność nagle. Początkowo wyłączona została jedynie możliwość logowania się na stronie Bitmarket.pl, ale szybko przestała działać całkowicie. Zamiast tego, na portalu można było zobaczyć tylko krótką informację:

“Szanowni Użytkownicy,

Z przykrością informujemy, że w skutek utraty płynności, z dniem 08.07.2019 roku, Serwis Bitmarket.pl/net został zmuszony zakończyć swoją działalność. Będziemy informować Państwa o dalszych krokach.”


Czytaj więcej: Bitmarket kończy działalność. Powodem brak płynności?


Tak samo jest do dziś, ale wiemy już sporo więcej o kłopotach giełdy. Okazuje się, że o jej wątłych podstawach zarządzający wiedzieli od dawna. Na profilu Facebookowym kryptogiełdy  pojawiło się oświadczenie dyrektora Kvadratco, Marcina Aszkiełowicza. Przekonuje on, że sam jest poszkodowany.

Treść oświadczenia:

“Szanowni Klienci serwisu Bitmarket

Żadna z osób, które zarządzały na przestrzeni lat giełdą Bitmarket, nigdy nie defraudowała środków Klientów. Jestem przekonany o swojej uczciwości i dobrej woli i będę jej bronił w trakcie postępowania sądowego.

Ogromna dziura, o której poinformowałem w ostatnich dniach Zarząd IQ Partners, jest wynikiem sytuacji nadzwyczajnych i błędów w zarządzaniu, popełnionych przez osoby faktycznie zarządzające wówczas giełdą, które miały miejsce w pierwszych dwóch latach działalności giełdy, po jej przejęciu z Aftermarket, min. włamaniu hakerskiemu na serwery giełdy, w wyniku którego z kont kilku użytkowników oraz kont technicznych giełdy, zginęło ponad 600 BTC. Sprawę kradzieży prowadziła olsztyńska delegatura PG Policji.

W sprawie powyższych okoliczności w najbliższych dniach złożę szczegółowe zeznania w prokuraturze prowadzącej postępowanie przygotowawcze.

Posiadam szereg niezbitych dowodów, na wytłumaczenie ujemnego salda środków.

Ich przybliżone saldo wynosiło już w 2017 roku ok. 2300 BTC, liczoną dla wszystkich kryptowalut i FIAT. Osoby faktycznie zarządzające wówczas giełdą, mając świadomość tej ogromnie trudnej sytuacji, zostawiły mnie samego z problemem ogromnego deficytu. Przez ostatnie 2 lata robiłem z całym zespołem wszystko, aby wyprowadzić firmę z tej patowej sytuacji.

Dziesiątki rozmów z inwestorami, spotkań i pomysłów rozwoju, nie przyniosły niestety poprawy sytuacji. Galopujący wzrost kursu kryptowalut zmuszał nas niejednokrotnie do podejmowania niekorzystnych działań w celu utrzymania płynności giełdy.

Do ostatnich dni żyłem nadzieją, że uda się uniknąć tej katastrofy – dla setek Klientów i mojej osobistej.

Jestem na skraju wytrzymałości fizycznej i emocjonalnej. Zaszczuty i ścigany przez poszkodowanych Klientów.

Mogę teraz tylko prosić i wybaczenie, cierpliwość i prawo do obrony. Nie byłem i nie jestem oszustem. Zostałem zostawiony przez wspólników sam, na tonącym okręcie, naiwnie wierząc, że uda się nim dopłynąć do portu.”

Właściciele: to nie my, to oni

Trudno oprzeć się wrażeniu, że oświadczenie wygląda jak chwytanie się brzytwy przez tonącego. Dyrektor Kvadratco przyznaje, że doskonale wiedział o tym, że firma jest na skraju wypłacalności. Co więcej, sytuacja taka trwała przez lata.

Tymczasem giełda działała od 2014 roku poprzez spółkę na Seszelach. Jej operatorem była brytyjska Kvadratco Services Limited. Domena była natomiast zarejestrowana przez spółkę z Estonii. Marcin Aszkiełowicz i Tobiasz Niemiro dopiero w 2017 roku odkupili domenę Bitmarket i chcieli też przejąć depozyty. Do zakończenia transakcji nie doszło. Doszło za to do zamknięcia giełdy.

Drugi ze wspólników – Tomasz Nimiro – także twierdzi, że jest ofiarą problemów giełdy kryptowalut Bitmarket.

Niemiro w rozmowie z portalem Bankier.pl mówi:

“Byłem inwestorem finansowym, nigdy nie prowadziłem giełdy Bitmarket, nigdy nią nie zarządzałem. Traktowałem to przedsięwzięcie jako cel inwestycyjny, którym będą zarządzały i rozwiną go kompetentne osoby, następnie uda się z zyskiem cały holding sprzedać. Cel ten nie został osiągnięty. Nie odzyskałem zainwestowanych środków. Straciłem bardzo dużo, na dziś podliczyłem, że około 1,2 mln zł. Do tego miałem jakieś środki na giełdzie, ale nie wiem jak to będę mógł teraz udowodnić, skoro platforma nie działa.”

Gdzie są miliony z Bitmarket?

Według wciąż nieoficjalnych danych, konto na platformie miało ok. 60 tys. osób. Tylko 5 tys. z nich miało być aktywnych “w ostatnim czasie”. Na giełdzie miało być natomiast od ok. 113 mln zł do nawet 500 mln zł w Bitcoinach oraz innych walutach i kryptowalutach. Gdzie są te pieniądze, kto ma do nich dostęp, czy kiedykolwiek uczestnicy giełdy będą mogli je odzyskać oraz w jaki sposób? Na te pytania nie ma dziś odpowiedzi.

Na Facebooku powstała grupa “Bitmarket – poszkodowani”, która zrzesza już prawie 3 tys. osób. Na niej również omawiane są pomysły na to jak nie stracić zainwestowanych pieniędzy.

Poszkodowanym postanowiły pomóc fundacja Trading Jam Session (TJS) oraz Polskie Stowarzyszenie Bitcoin (PSB). TJS zorganizował już otwarte spotkanie poszkodowanych, na którym omawiano możliwości odzyskania pieniędzy.

Relacja z pierwszego spotkania z poszkodowanymi:

Co o tym sądzisz?
Lubię
11%
Interesujące
67%
Heh...
11%
Co?
11%
Nie lubię
0%
Tragedia
0%
O Autorze
Michał Sielski
Michał Sielski
Zawodowy dziennikarz od ponad 20 lat. Pracował m.in. w Gazecie Wyborczej, ostatnio związany z największym portalem regionalnym - Trojmiasto.pl. Na rynku finansowym obecny od 18 lat, zaczynał na GPW, gdy na rynek dopiero trafiały akcje PKN Orlen, TP SA. Ostatnio inwestycyjnie skupiony wyłącznie na rynku Forex. Prywatnie skoczek spadochronowy i miłośnik polskich gór.