Australia wraca do punktu wyjścia. Bank centralny podniósł stopy po raz trzeci z rzędu

Australia wraca do punktu wyjścia. Bank centralny podniósł stopy po raz trzeci z rzędu

Trzy podwyżki i cały ubiegłoroczny cykl obniżek szlag trafił. RBA znów walczy z inflacją.

Reserve Bank of Australia we wtorek 5 maja podwyższył główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, do poziomu 4,35 proc. To trzecia podwyżka z rzędu w tym roku i zarazem powrót dokładnie na ten sam pułap, z którego bank centralny schodził jeszcze w 2025 roku, kiedy trzykrotnie obcinał koszt pieniądza. Tamte cięcia – mające być początkiem łagodniejszej ery – zostały właśnie w całości wymazane. Decyzja zapadła stosunkiem głosów osiem do jednego, co stanowi wyraźnie bardziej jednomyślny wynik niż marcowa podwyżka, gdy zarząd był podzielony niemal po równo (5:4).

Dla ponad trzech milionów australijskich gospodarstw domowych posiadających kredyty hipoteczne o zmiennej stopie to kolejny cios w domowy budżet. Macquarie Bank – piąty największy kredytodawca na kontynencie – nie czekał nawet godziny i ogłosił pełne przeniesienie podwyżki na oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. Pozostałe banki z tzw. Wielkiej Czwórki tradycyjnie pójdą w jego ślady w ciągu najbliższych dni.

Benzyna po 2,15 dolara za litr i perspektywa dalszych wzrostów

Nie trzeba daleko szukać winnego. Inflacja w Australii przyspieszyła w marcu do 4,6 proc. rok do roku – z 3,7 proc. zaledwie miesiąc wcześniej. Same droższe paliwa dodały do tego odczytu około 0,8 punktu procentowego. Ceny benzyny na stacjach poszły w górę o 32,8 proc. w ciągu jednego miesiąca, a diesel podrożał o ponad 41 proc. Przeciętny australijski kierowca płaci dziś ponad 2,15 dolara australijskiego za litr paliwa, a według prognoz do końca maja kwota ta może podskoczyć nawet do 2,46 AUD. I to mimo tymczasowego obcięcia akcyzy paliwowej o połowę, które rząd wprowadził już w marcu.

Co istotne, presja cenowa nie ogranicza się wyłącznie do energii. Inflacja bazowa mierzona średnią wygładzoną (trimmed mean) wyniosła w marcu 3,5 proc. rok do roku – wyraźnie powyżej górnej granicy celu RBA (2–3 proc.). To sygnał, że drożejące paliwa przenikają do cen w całej gospodarce.

Za tym wszystkim stoi zamknięcie Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku, którym przepływa blisko jedna piąta światowej ropy. Od początku marca, kiedy w wyniku konfliktu amerykańsko-izraelsko-irańskiego cieśnina została faktycznie zablokowana, ropa Brent nie schodzi poniżej 100 dolarów za baryłkę. Pod koniec kwietnia na moment przebiła nawet 126 dolarów – najwyżej od czterech lat. We wtorek notowania oscylują wokół 113 dolarów, co ciągle oznacza ceny niemal dwukrotnie wyższe niż przed eskalacją.

Bank centralny widzi stagflację, choć tak tego nie nazywa

Najbardziej niepokojąca w dzisiejszej decyzji nie jest sama podwyżka, bo tę rynki wyceniały z ponad 80-proc. prawdopodobieństwem od tygodni. Prawdziwy kłopot kryje się w towarzyszącym jej kwartalnym raporcie o polityce pieniężnej (Statement on Monetary Policy). RBA podniósł prognozę szczytowej inflacji bazowej do 3,8 proc. w połowie roku (wcześniej: 3,7 proc.), a inflacji ogółem – do aż 4,8 proc. (wobec lutowej prognozy 4,2 proc.). Jednocześnie ściął prognozę wzrostu PKB na 2026 rok do zaledwie 1,3 proc. – o pół punktu procentowego niżej niż zakładał przed wojną, a na lata 2027–2028 widzi wzrost gospodarczy na poziomie ledwie 1,4 proc. Bank spodziewa się spadku CPI do 4,0 proc. pod koniec 2026 roku i powrotu w okolice celu (2,5 proc.) dopiero w połowie 2028 roku.

Rosnące ceny przy kurczącej się gospodarce to definicja stagflacji, nawet jeśli gubernator Michele Bullock unika tego słowa na konferencjach prasowych. W komunikacie zarząd RBA przyznał otwarcie, że widzi „wczesne sygnały” przerzucania wyższych kosztów energii na ceny końcowe przez szerokie grono firm – oraz że krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne poszły w górę. To właśnie ten fragment martwi ekonomistów najbardziej. Jeśli oczekiwania się zakotwiczy na podwyższonym poziomie, sama polityka stóp procentowych może nie wystarczyć.

Co ciekawe, RBA w scenariuszu bazowym sam zakłada dalsze podwyżki – zgodne z wyceną rynkową – do poziomu około 4,7 proc. do końca roku. To oznacza, że dzisiejsze 4,35 proc. bank traktuje jako przystanek, nie stację końcową.

Dolar australijski słabnie mimo podwyżki

Para AUD/USD we wtorek rano utrzymywała się w okolicach 0,7160 – paradoksalnie tracąc względem amerykańskiej waluty, choć jeszcze tydzień temu testowała czteroletniego szczyt powyżej 0,7225. Dlaczego podwyżka stóp nie pomogła? Ponieważ rynki walutowe patrzą dziś nie na różnice w oprocentowaniu, lecz na ryzyko geopolityczne.

Dysparytet stóp procentowych między Australią a USA wynosi obecnie 35 punktów bazowych na korzyść dolara australijskiego – ale to za mało, by zrekompensować wzrost awersji do ryzyka. Poniedziałkowy atak irańskich dronów na Zjednoczone Emiraty Arabskie – pierwszy od czasu zawieszenia broni z początku kwietnia – przywrócił popyt na dolara amerykańskiego jako walutę bezpieczną. Rentowności amerykańskich Treasuries poszły w górę, a prezes Fedu z Minneapolis Neel Kashkari powiedział w weekend wprost, że dalszych podwyżek stóp w USA „nie można wykluczyć”.

Australijska giełda (S&P/ASX 200) zareagowała na decyzję RBA niemrawo – indeks poruszał się w wąskim paśmie wokół 8700 pkt, tracąc na zamknięciu poniedziałkowej sesji 0,4 proc. Sektor bankowy lekko ożył (wyższe stopy to wyższe marże), ale sektor budowlany i konsumencki ciągnął w dół. Inwestorzy nie grają dziś pod decyzję, która była przesądzona – grają pod to, co będzie dalej.

Paradoks: kredyt nadal rośnie

Jednym z najbardziej kłopotliwych sygnałów dla RBA jest to, że mimo trzech podwyżek kredyt w Australii nadal rośnie w szybkim tempie – zarówno hipoteczny, jak i biznesowy. Bank centralny sam przyznaje, że utrudnia to ocenę realnego stopnia restrykcyjności obecnej polityki. Innymi słowy: RBA zacieśnia, ale nie jest pewien, czy pieniądz faktycznie stał się drogi. To jeden z powodów, dla których scenariusz bazowy banku zakłada konieczność dalszych ruchów w górę.

Co dalej: pauza czy czwarta podwyżka?

Zdania ekonomistów są podzielone i to bardziej niż kiedykolwiek w ostatnich miesiącach. Według ankiety Reuters z 1 maja ponad jedna trzecia zapytanych spodziewa się, że stopy sięgną 4,60 proc. lub więcej do końca roku. Jeszcze w marcu – nikt. Westpac, najbardziej jastrzębi spośród dużych banków, prognozuje szczyt na 4,85 proc. z kolejnymi ruchami w czerwcu i sierpniu. Z kolei ANZ, CBA i NAB uważają 4,35 proc. za kres cyklu.

Sam RBA zostawił sobie furtkę w obie strony. Kluczowe zdanie z komunikatu brzmi: „Podnosząc stopy trzykrotnie, polityka monetarna jest dobrze przygotowana do reagowania na rozwój sytuacji.” To język, który nie zobowiązuje do niczego – ani do pauzy, ani do kontynuacji. Następne posiedzenie jest zaplanowane na 16 czerwca, ale wcześniej – już 12 maja – rząd Albanese’a przedstawi budżet federalny. Skarbnik Jim Chalmers zapowiada go jako „odpowiedzialny i ambitny zarazem”, lecz analitycy ostrzegają, że każdy bodziec fiskalny w obecnych warunkach może utrudnić RBA walkę z inflacją.

Globalny kontekst: Australia nie jest sama

Warto osadzić dzisiejszą decyzję w szerszym obrazie. Zaledwie tydzień temu amerykański Fed utrzymał stopy w widełkach 3,50-3,75 proc., ale przy najwyższym od 1992 roku poziomie wewnętrznego sporu – czterech członków FOMC głosowało przeciw komunikatowi sugerującemu dalsze luzowanie. Konflikt na Bliskim Wschodzie sprawia, że banki centralne na całym świecie stają przed tym samym dylematem: podnosić stopy, ryzykując recesję, czy czekać, ryzykując wymknięcie się inflacji spod kontroli.

Australia jest w szczególnie trudnym położeniu – i to nie tylko przez paliwa. Jako kraj głęboko zintegrowany z azjatyckimi łańcuchami dostaw, odczuwa też ryzyka płynące z Chin, gdzie utrzymuje się słabość rynku nieruchomości i popytu kredytowego gospodarstw domowych. RBA wprost wskazuje, że gospodarki azjatyckie – importerzy energii z dużym udziałem energochłonnego przemysłu – są szczególnie narażone na długotrwały wzrost cen surowców. A Chiny to wciąż największy odbiorca australijskiego eksportu.

W swoim raporcie bank zamieścił dwa scenariusze alternatywne – oba zakładające dłuższy konflikt i wyższe ceny ropy. W tym bardziej pesymistycznym bezrobocie przekracza 5 proc., choć nawet wtedy RBA nie prognozuje formalnej recesji. Zastrzegł jednak, że „nie próbował modelować sytuacji, w której Australii fizycznie zabrakłoby paliwa.”

To zdanie – ukryte na końcu kilkudziesięciostronicowego dokumentu – mówi więcej o stanie świata w maju 2026 roku niż jakakolwiek prognoza PKB.

Źródło: RBA, ABC News Australia, Reuters, The Guardian