Powell żegna się z Fed. Warsh czeka za drzwiami, a rynki – na „zmianę reżimu”

Powell żegna się z Fed. Warsh czeka za drzwiami, a rynki – na „zmianę reżimu”
Fot: Jerome Powell; Depositphoto

W środę Jerome Powell prawdopodobnie po raz ostatni poprowadzi konferencję prasową jako szef Rezerwy Federalnej. Tymczasem droga do konfirmacji jego następcy, Kevina Warsha, została właśnie odblokowana. Inwestorzy nie powinni jednak patrzeć na samą decyzję o stopach – ta jest przesądzona. Stawką jest coś znacznie większego: przyszły kształt amerykańskiej polityki pieniężnej.

Przełom nastąpił w niedzielę. Senator Thom Tillis z Karoliny Północnej ogłosił publicznie, że wycofuje swój sprzeciw wobec nominacji Kevina Warsha na stanowisko szefa Fed. To kluczowe, bo Tillis zasiada w senackiej Komisji Bankowej, gdzie republikanie mają przewagę zaledwie dwóch głosów (13 do 11). Jeden głos przeciw z ich strony oznaczałby pat i zablokowanie kandydatury jeszcze na etapie komisji.

Tillis od tygodni stawiał warunek: Departament Sprawiedliwości musi najpierw zakończyć śledztwo karne wobec Jerome’a Powella. I tak się stało. W piątek prokurator Jeanine Pirro ogłosiła zamknięcie dochodzenia, przekazując sprawę inspektorowi generalnemu Fed. Oficjalnie chodziło o zawyżone koszty renowacji siedziby banku centralnego w Waszyngtonie. Nieoficjalnie – mało kto wątpił, że prawdziwym celem było wywieranie presji na Powella w sprawie obniżek stóp procentowych.

Komisja Bankowa zaplanowała głosowanie nad Warshem na wtorek 29 kwietnia. Dzień później – w środę – zbierze się FOMC, a Powell stanie przed dziennikarzami na tym, co najprawdopodobniej będzie jego ostatnią konferencją prasową w roli przewodniczącego. Kalendarz jest więc napięty do granic możliwości.

Stopy bez zmian, ale nie o to chodzi

Sama decyzja o stopach procentowych nie powinna nikogo zaskoczyć. Przedział 3,50-3,75 proc. obowiązuje od grudniowej obniżki i rynek wycenia z niemal stuprocentowym prawdopodobieństwem, że tak pozostanie. Zresztą trudno się dziwić. Bazowa inflacja PCE uporczywie trzyma się powyżej dwuprocentowego celu, ropa Brent w poniedziałek rano przebiła 107 dolarów za baryłkę, a wojna na Bliskim Wschodzie i wciąż zablokowana Cieśnina Ormuz dokładają kolejne warstwy ryzyka cenowego. W takim otoczeniu obniżka byłaby trudna do obronienia przed kimkolwiek – a już na pewno przed rynkiem obligacji.

Co ciekawe, rynek terminowy nie widzi przestrzeni do cięć praktycznie do końca roku. Prawdopodobieństwo podwyżki przed końcem 2026 roku szacowane jest na ok. 8 proc. To środowisko, w którym Fed tkwi w swoistym zawieszeniu – nie może ciąć, nie chce podnosić, a szok naftowy komplikuje każdą kalkulację.

Co Powell powie na pożegnanie?

Dla rynków znacznie ważniejsze od samej decyzji będzie to, co Powell powie – i czego nie powie – na konferencji prasowej. Kluczowe pytanie dotyczy jego przyszłości. Kadencja Powella jako przewodniczącego wygasa 15 maja, ale jego mandat jako zwykłego członka Rady Gubernatorów Fed obowiązuje do stycznia 2028 roku. Przez ostatnie miesiące Powell sygnalizował, że zamierza pozostać w Radzie, dopóki groźba karna wisi nad nim. Teraz, gdy śledztwo formalnie zamknięto, sprawa się komplikuje.

Powell raczej nie odejdzie od razu. Pirro wprawdzie zamknęła dochodzenie, ale jednocześnie dorzuciła zastrzeżenie, że „nie zawaha się go wznowić, jeśli fakty będą tego wymagały”. Odejście Powella mogłoby paradoksalnie ucieszyć rynki – rozwiałoby napięcie instytucjonalne między starym a nowym kierownictwem i zdjęło premię za ryzyko polityczne z obligacji skarbowych.

Jest też wymiar czysto strategiczny. Jeśli Powell zostanie, Trump nie będzie mógł mianować kolejnego gubernatora i powiększyć swojego wpływu na Radę. Jeśli odejdzie – prezydent zyska trzeciego nominata na siedmioosobowej Radzie, obok Warsha i wcześniej mianowanych Christophera Wallera i Michelle Bowman. To nie jest tylko kwestia personalna. To pytanie o to, kto w praktyce kontroluje politykę pieniężną największej gospodarki świata.

Warsh zapowiada „zmianę reżimu”

Warto zatrzymać się na chwilę przy tym, co właściwie planuje nowy szef Fed. Bo to nie jest zwykła rotacja stanowisk. Kevin Warsh podczas przesłuchania konfirmacyjnego 21 kwietnia użył sformułowania, które elektryzuje rynki: zapowiedział „zmianę reżimu” w Rezerwie Federalnej.

Co to oznacza w praktyce? Warsh chce porzucić elastyczne uśrednianie celu inflacyjnego (tzw. FAIT), wprowadzone w 2020 roku, i wrócić do sztywnego celu dwuprocentowego. Zamierza zlikwidować forward guidance, czyli praktykę sygnalizowania przyszłej ścieżki stóp – co mogłoby oznaczać koniec słynnych „dot plotów”, które od lat są jednym z głównych punktów odniesienia dla rynków. Kwestionuje nawet sposób mierzenia inflacji, określając preferowany przez Fed wskaźnik core PCE jako „przybliżony szacunek” i zapowiadając opracowanie dokładniejszej metodologii. Do tego chce redukować bilans Fed (obecnie 6,7 bln dolarów) i definitywnie zamknąć temat cyfrowej waluty banku centralnego.

A może nawet zlikwidować regularne konferencje prasowe po posiedzeniach – te same, na których Powell budował swoją reputację komunikatora.

Obniżki stóp? Łatwiej powiedzieć niż zrobić

Dla inwestorów najgorętszym tematem jest oczywiście kwestia stóp procentowych. Trump wielokrotnie domagał się agresywnych cięć – mówił nawet o stopach na poziomie jednego procenta. Warsh podczas przesłuchania zapewnił, że „prezydent nigdy nie żądał zobowiązania do konkretnej ścieżki stóp”, ale dał też wyraźnie do zrozumienia, że widzi przestrzeń do luzowania. Jego argument? Rewolucja AI podnosi produktywność, a to teoretycznie uzasadnia niższy poziom stóp neutralnych.

Problem w tym, że Warsh jako przewodniczący będzie potrzebował większości w dwunastoosobowym FOMC. W warunkach szoku energetycznego, inflacji powyżej celu i globalnej niepewności – wielu członków komitetu raczej nie będzie skłonnych do obniżek, niezależnie od tego, co sądzi nowy szef. Była przewodnicząca Fed Janet Yellen ujęła to dosadnie: nie widzi szans, by FOMC to zaakceptował w krótkim terminie.

Co z tego wynika dla rynków?

Ten tydzień to prawdziwa kumulacja ryzyk i szans. We wtorek głosowanie komisji nad Warshem. W środę decyzja FOMC i być może pożegnalna konferencja Powella. W środę wieczorem wyniki Microsoftu, Alphabetu, Mety i Amazona. W czwartek raport Apple, a do tego decyzje EBC i Banku Anglii. Każde z tych wydarzeń mogłoby samodzielnie zdominować tydzień – a tutaj wszystkie zbiegają się w ciągu 72 godzin.

Rynki wchodzą w ten maraton z pozycji siły: S&P 500 zakończył ubiegły tydzień na historycznym szczycie, a Nasdaq zyskał w kwietniu ponad 15 proc. Ale to właśnie ta silna pozycja sprawia, że każde rozczarowanie – czy to ze strony Fed, czy Big Techów, czy Bliskiego Wschodu – może wywołać gwałtowniejszą korektę niż zwykle.

Zmiana warty w Fed odbywa się w wyjątkowo niespokojnych czasach. Pośród wojny, szoku naftowego i technologicznej rewolucji, której skala dopiero zaczyna się odsłaniać. Powell wchodzi na swoją ostatnią konferencję z bagażem ośmiu lat na stanowisku – lat, które obejmowały pandemię, najwyższą inflację od 40 lat i bezprecedensową presję polityczną. Warsh wchodzi z wizją radykalnych zmian i patronatem prezydenta, który nie ukrywa, czego oczekuje. Rynki przyglądają się tej zmianie warty z mieszanką nadziei i niepokoju – bo jedno jest pewne: era Powella się kończy, a to, co nadchodzi, będzie wyglądać zupełnie inaczej.