Złoto po nokaucie. Uncja kosztuje 4080 USD, choć trwa wojna i inflacja bije rekordy

Złoto po nokaucie. Uncja kosztuje 4080 USD, choć trwa wojna i inflacja bije rekordy

Metal szlachetny w złotym kolorze zaliczył jedną z najostrzejszych sesji w tym roku. Paradoksalnie – w dniu eskalacji konfliktu z Iranem i publikacji najgorszego od trzech lat odczytu inflacji w USA.

Jeszcze rok temu trudno było wyobrazić sobie sytuację, w której złoto traci 4 proc. mimo eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie i wzrostu inflacji CPI w USA powyżej 4 proc. Taki scenariusz wydawał się wręcz nieprawdopodobny. A jednak dokładnie to wydarzyło się w środę, 10 czerwca. Uncja kruszcu, która rano kosztowała jeszcze ponad 4 250 dol., do końca sesji na nowojorskim COMEX stopiła się do okolic 4 080 dol. Dziś w handlu azjatyckim cena konsoliduje się na tym właśnie poziomie – najniższym od dwunastu tygodni.

Przed otwarciem wczorajszej sesji w USA świat obiegła informacja o kolejnych uderzeniach amerykańskiego lotnictwa na cele w Iranie – CENTCOM potwierdził operację jako „proporcjonalną odpowiedź” na zestrzelenie śmigłowca Apache nad Cieśniną Ormuz. Donald Trump napisał na Truth Social, że Iran „zapłaci cenę” za przedłużające się negocjacje. O 14:30 czasu polskiego BLS opublikował odczyt CPI za maj – 4,2 proc. rok do roku, tyle co oczekiwał rynek, ale jednocześnie najwyżej od wiosny 2023 roku.

W normalnych okolicznościach każdy z tych czynników z osobna powinien podbić cenę złota. Razem – tym bardziej. Tymczasem metal szlachetny posypał się jak nigdy od początku lutego, kiedy to w jednej sesji stracił ponad 9 proc.

Trzy powody, dla których „bezpieczna przystań” nie działa

Pierwszy i najważniejszy: stopy procentowe. Rynki terminowe wyceniają dziś ponad 50-procentowe prawdopodobieństwo, że Fed podniesie stopy jeszcze w tym roku. To diametralna zmiana względem początku 2026 r., kiedy dyskusja dotyczyła tempa obniżek. Rentowność 10-letnich obligacji USA wzrosła do 4,55 proc. – a złoto, które nie płaci żadnych odsetek, w takim otoczeniu po prostu przegrywa z papierami skarbowymi w walce o kapitał. Analitycy Commerzbanku ujęli to dosadnie: dopóki rynek żyje oczekiwaniami podwyżek, ceny kruszcu będą pod presją.

Drugi mechanizm jest mniej oczywisty, ale być może bardziej fundamentalny. Złoto od początku wojny z Iranem pełni rolę nie tyle „polisy ubezpieczeniowej”, co źródła dolarowej płynności. Państwa Zatoki Perskiej, którym blokada Cieśniny Ormuz odcięła wpływy z eksportu ropy, ratują się sprzedażą rezerw złota za gotówkę. Turcja w marcu pozbyła się kruszcu wartego 3 mld dol. w ciągu jednego tygodnia, by ratować kurs liry. Gdy rządy potrzebują dolarów bardziej niż „bezpieczeństwa”, złoto staje się towarem na sprzedaż.

Trzeci element to efekt domina z rynku akcji. Dow Jones stracił w środę 953 punkty, Nasdaq spadł blisko 2 proc. – głównie za sprawą wyprzedaży spółek technologicznych i sektora AI. Część inwestorów instytucjonalnych upłynniała pozycje na złocie, by pokryć wezwania do uzupełnienia depozytów zabezpieczających albo zebrać gotówkę na dzisiejszą wieczorną wycenę IPO SpaceX.

Od rekordu do… przeceny o ponad jedną czwartą

Żeby uzmysłowić sobie skalę korekty: w styczniu 2026 roku uncja złota kosztowała blisko 5 625 dol. Dziś – 4 080 dol. To spadek o ponad 27 proc. w niespełna pięć miesięcy. Tylko w czerwcu kruszec stracił już około 11 proc. od ceny otwarcia miesiąca. Jeszcze gorzej ma się srebro – od styczniowego szczytu powyżej 120 dol. zjeżdża się niemal o połowę, do okolic 63 dol.

Przy czym – co warto podkreślić – bieżąca inflacja bazowa (core CPI) okazała się o ułamek niższa od prognoz (0,2 proc. miesiąc do miesiąca wobec oczekiwanych 0,3 proc.). Daje to pewną nadzieję, że presja cenowa poza sektorem energetycznym nie jest tak dramatyczna, jak sugeruje nagłówkowy wskaźnik. Rynki na razie ten sygnał zignorowały.

Banki nie składają broni – prognozy wciąż bycze

Mimo że złoto jest dziś o jedną czwartą tańsze niż na szczycie, wielkie banki inwestycyjne nie zmieniają swoich celów na koniec roku. JPMorgan nadal spodziewa się 6 000 dol. za uncję. Wells Fargo mówi o przedziale 6 100-6 300 dol. Deutsche Bank celuje w 6 000 dol. Nawet ostrożniejszy HSBC utrzymuje średnią roczną prognozę powyżej 4 500 dol.

Citigroup jest tu pewnym wyjątkiem – w poniedziałek obniżył krótkoterminowy cel z 4 300 do 4 000 dol., tłumacząc to „ograniczonymi katalizatorami wzrostów w najbliższych tygodniach”. Ale cel na 6-12 miesięcy (4 500 dol.) pozostawiono bez zmian, uzależniając go od gołębiego zwrotu Fed lub eskalacji napięć. Inaczej mówiąc: analitycy banku nie wykluczają, że cena może jeszcze przez jakiś czas pozostawać nawet poniżej 4 000 dol.

EBC i dane PPI w centrum uwagi

Czwartek 11 czerwca może okazać się sesją rozstrzygającą o krótkoterminowym losie kruszcu. O 14:15 czasu polskiego Europejski Bank Centralny ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych. Rynek z ponad 90-procentowym prawdopodobieństwem wycenia podwyżkę o 25 punktów bazowych – do 2,25 proc. Będzie to pierwszy taki ruch EBC od zakończenia cyklu zacieśniania w 2023 roku, wymuszony rosnącymi kosztami energii i inflacją w strefie euro sięgającą 3 proc.

Kwadrans później poznamy amerykański PPI za maj. Jeśli ceny producentów potwierdzą obraz rysowany przez wtorkowy CPI, narracja „wyższych stóp na dłużej” utrwali się na dobre – i złoto może testować wsparcie na psychologicznym poziomie 4 000 dol. Z drugiej strony, jakikolwiek sygnał dezinflacyjny może posłużyć jako pretekst do realizacji zysków przez grających na krótko.

Co z tego wynika dla inwestora?

Obecna sytuacja to klasyczne zderzenie dwóch sił. Strukturalne argumenty za złotem – dedolaryzacja rezerw, popyt banków centralnych, inflacja w dłuższym horyzoncie – nie znikły. Ale krótkoterminowa fizyka rynku jest bezlitosna: rosnące rentowności, mocny dolar i potrzeba płynności w regionach dotkniętych wojną robią swoje. Dla inwestora, który myśli w perspektywie kwartałów, spadek poniżej 4 100 dol. może wyglądać jak okazja – o ile wierzy prognozom dużych banków. Dla tradera patrzącego na najbliższe dni kluczowe będzie to, co dziś powie Christine Lagarde i co pokażą dane z Departamentu Pracy USA.

Jedno jest pewne: złoto w 2026 roku nie jest nudnym aktywem. Zmienność, której doświadczamy, jeszcze rok temu wydawała się zarezerwowana dla kryptowalut czy spółek memowych. A to wciąż ten sam metal, który ludzkość traktuje jako synonim stabilności od kilku tysięcy lat.