Japonia rozciąga nad Azją energetyczny parasol za 10 mld dolarów. Kluczową rolę odegra państwowy bank JBIC

Japonia rozciąga nad Azją energetyczny parasol za 10 mld dolarów. Kluczową rolę odegra państwowy bank JBIC

Tokio nie czeka na koniec wojny z Iranem. Tworzy fundusz, który ma chronić cały region przed paliwowym paraliżem.

Japońska minister finansów Satsuki Katayama potwierdziła w piątek, że Japan Bank for International Cooperation (JBIC) otwiera specjalne okno inwestycyjne warte 600 mld jenów, co przy obecnym kursie daje ok. 3,8 mld dolarów. Cel? Pomóc krajom Azji Południowo-Wschodniej w kupowaniu ropy i zabezpieczeniu łańcuchów dostaw, którym od tygodni zagraża bliskowschodni kryzys. Katayama wypowiadała się przy okazji wiosennych spotkań MFW i Banku Światowego w Waszyngtonie, gdzie bezpieczeństwo energetyczne stało się jednym z dominujących tematów.

Ale sam fundusz JBIC to zaledwie część znacznie większej układanki. Trzy dni wcześniej, we wtorek 15 kwietnia, premier Sanae Takaichi zorganizowała wirtualny szczyt „AZEC Plus” w ramach japońskiej inicjatywy Asia Zero-Emission Community. Wzięli w nim udział przywódcy Filipin, Malezji, Singapuru, Tajlandii i Wietnamu oraz przedstawiciele m.in. Indii, Korei Południowej i Bangladeszu. Tokio zaprezentowało tam program POWERR Asia (Partnership on Wide Energy and Resources Resilience) z łącznym budżetem rzędu 10 mld dolarów.

Skala porównywalna z rocznym importem ropy przez cały ASEAN

Te 10 miliardów ma płynąć przez sieć japońskich instytucji państwowych – oprócz wspomnianego JBIC zaangażowany zostanie m.in. ubezpieczyciel eksportowy NEXI. Premier Takaichi porównała skalę pomocy do ok. 1,2 mld baryłek ropy, czyli mniej więcej tyle, ile kraje ASEAN importują w ciągu roku. To nie jest porównanie na wyrost – ma pokazać, że Japonia myśli w kategoriach realnego zabezpieczenia całego regionu, a nie drobnych dotacji.

Program zakłada dwa główne filary. W wymiarze kryzysowym chodzi o finansowanie awaryjnych zakupów ropy (w tym amerykańskiej), linie kredytowe dla firm uczestniczących w japońskich łańcuchach dostaw oraz ubezpieczenia transakcji handlowych. W wymiarze strukturalnym – o budowę nowych zbiorników paliwowych w krajach partnerskich, dywersyfikację źródeł energii (od LNG, przez biopaliwa, po małe reaktory jądrowe) i zabezpieczenie dostępu do surowców krytycznych.

Dlaczego Azja Południowo-Wschodnia jest tak podatna na szok naftowy

Żeby zrozumieć, czemu Tokio angażuje się aż tak mocno, trzeba spojrzeć na mapę rezerw strategicznych w regionie. Wietnam dysponuje zapasami paliw na 30-45 dni, Singapur na 20-50 dni, Tajlandia na ok. 61 dni. Dla kontrastu – japońskie rezerwy przekraczają 400 mln baryłek, czyli starczają na ponad 200 dni. Tyle że przed wojną z Iranem ok. 90 proc. ropy przepływającej przez Cieśninę Ormuz trafiało właśnie do Azji. Gdy ten szlak został zaburzony przez amerykańską blokadę, mniejsze gospodarki regionu znalazły się w paliwowym potrzasku.

Co gorsza, problem nie ogranicza się do samej ropy. Japońskie firmy petrochemiczne od tygodni alarmują o niedoborach nafty ciężkiej, z której produkuje się m.in. tworzywa sztuczne. Przed konfliktem ok. 40 proc. nafty zużywanej w Japonii pochodziło z Bliskiego Wschodu. Konsekwencje sięgają już sektora medycznego – producenci jednorazowego sprzętu szpitalnego, od pojemników do dializ po dreny chirurgiczne, zgłaszają poważne zakłócenia dostaw. Jak podał Reuters, rosnąca liczba wytwórców oficjalnie informuje o problemach z łańcuchem zaopatrzenia, mimo rządowych zapewnień o czteromiesięcznych rezerwach nafty na potrzeby krajowe.

Japonia sypie z rękawa – kolejne miliony baryłek z rezerw

Równolegle z inicjatywą POWERR Japonia kontynuuje uwalnianie własnych rezerw strategicznych. W marcu Tokio rozpoczęło wypuszczanie 80 mln baryłek – największą taką operację w historii kraju. W środę rząd ogłosił dodatkowo plan uwolnienia kolejnych 36 mln baryłek od początku maja. Szczegóły kontraktów z rafineriami mają zostać dopracowane do końca kwietnia.

Ropa w dół, ale daleko do spokoju. Ormuz wciąż pod blokadą

Rynki surowcowe w piątkowy poranek reagowały umiarkowanym optymizmem. Ropa Brent notowana była w okolicach 98 dolarów za baryłkę, WTI spadł do ok. 93,50 dol. – to wyraźnie poniżej marcowych szczytów powyżej 118 dol., ale wciąż daleko od poziomów sprzed konfliktu. Nadzieje na pokój podsycił Donald Trump, który w czwartek wieczorem stwierdził, że wojna z Iranem „powinna się wkrótce skończyć”, a kolejna runda bezpośrednich rozmów amerykańsko-irańskich może odbyć się „być może w przyszły weekend”. Jednocześnie dwutygodniowy rozejm wygasa już 21 kwietnia, a blokada Cieśniny Ormuz wciąż obowiązuje.

Jen pod presją. Katayama nie wyklucza interwencji

Minister Katayama w Waszyngtonie poruszyła jeszcze jeden istotny wątek – walutowy. Przyznała, że zmienność cen ropy bezpośrednio przekłada się na wahania jena, który od wybuchu konfliktu wyraźnie stracił na wartości. W piątek para USD/JPY utrzymywała się w okolicach 159. Szefowa japońskich finansów podkreśliła, że władze „uważnie obserwują” sytuację na rynku walutowym, pozostają w dialogu z partnerami z G7 i nie wykluczają „zdecydowanych działań” w razie nadmiernych ruchów spekulacyjnych.

Co to oznacza dla inwestorów

Z perspektywy rynków finansowych inicjatywa POWERR Asia wykracza poza standardowy program pomocowy. Japonia de facto bierze na siebie rolę gwaranta bezpieczeństwa energetycznego regionu – i wpisuje to w swoją strategię Indo-Pacyfiku. Dla inwestorów to sygnał, że azjatyckie łańcuchy dostaw mogą zyskać większy bufor stabilności w średnim terminie. To jednocześnie dodatkowy argument za rosnącą pozycją japońskich instytucji publicznych w globalnym finansowaniu handlu surowcami.

W piątek rano giełda w Tokio realizowała zyski po rekordowym zamknięciu Nikkei 225 z dnia wcześniej – indeks tracił ok. 0,9 proc. Ale sam przekaz płynący z Tokio jest jasny: Azja nie zamierza czekać z założonymi rękami na to, aż dyplomacja rozwiąże kryzys na Bliskim Wschodzie. Buduje własną poduszkę bezpieczeństwa. I to na poważną skalę.

Źródła: Reuters, CNBC