Zapasy ropy w USA rosną już trzeci tydzień z rzędu. Rynek ropy w stanie skrajnej zmienności

Najnowszy raport amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) potwierdził kolejny mocny wzrost zapasów ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. Dane te w normalnych warunkach powinny ciążyć notowaniom surowca, jednak na rynku ropy od kilku tygodni liczą się przede wszystkim doniesienia z Bliskiego Wschodu. Ropa WTI we wtorek 25 marca notowana jest w okolicach 87–88 USD za baryłkę, co oznacza spadek rzędu 5–6 proc. w ciągu dnia, ale wciąż stanowi poziom o ponad jedną trzecią wyższy niż na początku miesiąca.
Według raportu EIA opublikowanego na podstawie danych za tydzień kończący się 20 marca, komercyjne zapasy ropy naftowej w USA wzrosły o 6,9 mln baryłek – do poziomu 456,2 mln baryłek. To trzeci z rzędu tydzień wyraźnych wzrostów (wcześniej odnotowano przyrost o 6,16 mln baryłek), podczas gdy konsensus rynkowy zakładał zwiększenie zapasów zaledwie o około 0,5 mln baryłek. Amerykańskie zapasy komercyjne znajdują się tym samym nieznacznie powyżej pięcioletniej średniej dla tej pory roku.
Jednocześnie zapasy benzyny skurczyły się o 2,6 mln baryłek, co przy jednoczesnym wzroście mocy przerobowych rafinerii (te pracowały na 92,9 proc. zdolności operacyjnych, przerabiając średnio 16,6 mln baryłek dziennie – o 366 tys. więcej niż tydzień wcześniej) sugeruje utrzymujący się solidny popyt na paliwa silnikowe. Z kolei zapasy destylatów wzrosły o 3,0 mln baryłek, co analitycy odczytują jako naturalny sygnał kończącego się sezonu grzewczego w Ameryce Północnej.
W normalnym otoczeniu rynkowym taki obraz danych – rosnące zapasy ropy przy nieco słabnącej konsumpcji destylatów – wywarłby wyraźną presję spadkową na ceny surowca. Tyle że od końca lutego 2026 roku ropa naftowa żyje zupełnie innym rytmem.
Dyplomatyczne manewry i niestabilna korekta
Spadek cen, jaki obserwujemy we wtorek, wynika przede wszystkim z sygnałów dyplomatycznych. Administracja prezydenta Donalda Trumpa w ostatnich dniach zdecydowanie zintensyfikowała wysiłki na rzecz zakończenia konfliktu. Stany Zjednoczone przekazały Iranowi – za pośrednictwem Pakistanu – 15-punktowy plan pokojowy. Sam Trump ogłosił pięciodniową pauzę w uderzeniach na cele irańskie i zasugerował, że Teheran przekazał Waszyngtonowi bliżej nieokreślony „prezent” związany z przepływami energii przez Cieśninę Ormuz.
Te deklaracje spotkały się jednak z chłodną odpowiedzią ze strony Iranu. Irańska agencja Fars poinformowała, że zawieszenie broni „nie jest w obecnych warunkach wykonalne„. Również irańskie siły zbrojne dały do zrozumienia, że nie pozwolą na powrót cen ropy do poprzednich poziomów, dopóki nie zostaną usunięte wszystkie zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju. Nie oznacza to jednak zupełnego impasu – Iran sygnalizował gotowość do rozmów za pośrednictwem kanałów dyplomatycznych, a przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf, choć zaprzeczył prowadzeniu formalnych negocjacji, nie zamknął drzwi do dialogu.
Działania USA po stronie podaży
Waszyngton próbuje równocześnie łagodzić skutki kryzysu od strony podażowej. 20 marca Departament Skarbu USA wydał specjalną 30-dniową licencję zezwalającą na zakup irańskiej ropy znajdującej się aktualnie na morzu – co stanowi radykalny zwrot w dotychczasowej polityce sankcyjnej wobec Teheranu. Wcześniej, 12 marca, analogicznie złagodzono ograniczenia dotyczące rosyjskiej ropy i produktów naftowych na morzu. Pojawiły się też doniesienia o planach dalszego luzowania sankcji wobec Wenezueli, tak aby odblokować dodatkowe wolumeny surowca.
Jednocześnie OPEC+ utrzymuje pauzę w planowanych podwyżkach produkcji na cały pierwszy kwartał 2026 roku – Arabia Saudyjska produkuje na poziomie 10,1 mln baryłek dziennie, Rosja 9,6 mln baryłek. Kartel sygnalizował wcześniej możliwość wznowienia wzrostów od kwietnia, ale trwający konflikt i zmienność cenowa stawiają tę decyzję pod dużym znakiem zapytania.
Skutki odczuwane globalnie
Skala zaburzeń na rynku energii wykracza daleko poza cenę baryłki. Chevron ostrzegł, że Kalifornia – importująca około 20 proc. przetworzonych paliw z Azji – zmierza w stronę kryzysu energetycznego, a ceny oleju napędowego w tym stanie przekroczyły już rekordowe 7 USD za galon. W Australii ponad 600 stacji paliw zgłosiło braki co najmniej jednego rodzaju paliwa, szczególnie w Nowej Południowej Walii i Wiktorii. Filipiny ogłosiły krajowy stan wyjątkowy energetycznego, a Korea Południowa przygotowuje plany awaryjne na wypadek dalszej eskalacji.
Goldman Sachs w analizie z 20 marca sugeruje, że podwyższone ceny ropy – powyżej 95 USD za baryłkę Brent – mogą utrzymać się co najmniej przez najbliższe dwa miesiące. EIA w swoim krótkoterminowym raporcie energetycznym prognozuje spadek poniżej 80 USD dopiero w trzecim kwartale roku, pod warunkiem deeskalacji konfliktu.
Rynek ropy naftowej znalazł się w stanie skrajnej zmienności – w ciągu marca WTI odnotowało wahania od niespełna 66 USD na początku miesiąca do niemal 120 USD w szczycie paniki. Dane o zapasach, choć solidnie wzrostowe, schodzą na dalszy plan wobec fundamentalnego pytania: czy konflikt w rejonie Zatoki Perskiej zostanie opanowany w ciągu najbliższych dni, czy też przerodzi się w dłuższą konfrontację z trwałymi konsekwencjami dla globalnego łańcucha dostaw energii. Najbliższe godziny i dni – w kontekście reakcji Teheranu na amerykański plan 15 punktów oraz ewentualnego otwarcia Cieśniny Ormuz – będą dla notowań surowca absolutnie kluczowe.
Źródło: EIA, Bloomberg
