Ropa spada do 4-miesięcznego minimum. Postępy w rozmowach USA-Iran i wzrost podaży OPEC+

Ropa spada do 4-miesięcznego minimum. Postępy w rozmowach USA-Iran i wzrost podaży OPEC+

Czwartkowa sesja na rynku ropy naftowej przynosi kontynuację wyprzedaży, która od początku czerwca zdołała zepchnąć notowania WTI o blisko 30 procent. Amerykański benchmark spadł dziś rano do poziomu 67,80 USD za baryłkę, co stanowi najniższy odczyt od końca lutego, gdy konflikt zbrojny USA i Izraela z Iranem dopiero się rozpoczynał. Brent – międzynarodowy punkt odniesienia – osunął się do 70,78 USD, tracąc w ciągu jednego miesiąca ponad 27 procent wartości. To fundamentalna zmiana krajobrazu rynkowego, która jeszcze kilka tygodni temu wydawała się mało prawdopodobna.

Cieśnina Ormuz wraca do gry

Za główny czynnik wyprzedaży należy uznać postępującą normalizację ruchu tankowców przez Cieśninę Ormuz – strategiczny szlak, którym transportowane jest około jednej piątej światowego zużycia ropy. Po zamknięciu tego przesmyku pod koniec lutego w wyniku działań wojennych Iranu, ropa kilkukrotnie przekraczała barierę 100 USD za baryłkę, a w szczytowym momencie Brent sięgał blisko 97 USD na początku czerwca.

Sytuacja zaczęła się zmieniać 14 czerwca, gdy administracja Donalda Trumpa i Teheran ogłosiły wstępne porozumienie ramowe w sprawie zakończenia konfliktu. Według amerykańskich urzędników, przepływ ropy przez Ormuz przekroczył już 10 mln baryłek dziennie ze wsparciem logistycznym USA. Eksport ZEA wrócił do poziomów sprzed wojny dzięki alternatywnym rozwiązaniom transportowym. Z kolei przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf potwierdził pod koniec czerwca, że Iran zdołał wyeksportować ponad 40 mln baryłek od czasu zniesienia amerykańskiej blokady morskiej – co stanowi ogromny zastrzyk podaży, którego rynek nie widział od miesięcy.

Kluczowe znaczenie ma też stanowisko Kataru, który jako mediator zapowiedział kolejną rundę negocjacji „tak szybko, jak to możliwe”. Prezydent Trump chwalił wczoraj postępy w denuklearyzacji Iranu, co rynki odebrały jako sygnał trwałego zbliżenia obu stron. Warto jednak dodać, że Teheran nadal obstaje przy utrzymaniu administracyjnej kontroli nad cieśniną, co pozostawia pewien margines niepewności.

OPEC+ podnosi kwoty, ale to wciąż „papierowe” baryłki

Równolegle presję na ceny wywiera polityka produkcyjna OPEC+. Kartel w czerwcu zatwierdził czwartą z rzędu miesięczną podwyżkę limitów wydobycia – tym razem o 188 tys. baryłek dziennie na lipiec. Łącznie od kwietnia OPEC+ podniosło kwoty o blisko 600 tys. baryłek dziennie. W grupie podwyższającej produkcję znajdują się Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt, Algieria, Kazachstan, Rosja i Oman.

Paradoksalnie, te podwyżki przez ostatnie miesiące miały charakter w dużej mierze symboliczny – większość producentów z Zatoki Perskiej nie mogła fizycznie zwiększyć eksportu z powodu blokady Ormuzu. Irak, szczególnie dotknięty problemami z transportem morskim, notował spadek produkcji z ponad 4 mln baryłek dziennie do zaledwie 1,4 mln w maju. Teraz jednak, gdy cieśnina się otwiera, te papierowe kwoty zaczynają nabierać realnego znaczenia. Analityk Rystad Energy ostrzegł na łamach Reutersa, że rynek „może bardzo szybko przejść od strachu przed niedoborem do strachu przed nadwyżką”.

Fed, dolar i rynek pracy

Spadek cen ropy wpisuje się w szerszy obraz makroekonomiczny tego czwartku. Indeks dolara amerykańskiego (DXY) utrzymuje się w okolicach 101,4, co częściowo ogranicza głębokość spadków wyrażonych w USD. Szef Fed Kevin Warsh powiedział wczoraj, że oczekiwania inflacyjne i ryzyko inflacji spadły w ostatnich tygodniach – to sygnał, który obniża presję na agresywne podwyżki stóp i pośrednio wspiera popyt na surowce, choć w krótkim terminie dominuje czynnik podażowy.

Dziś po południu (14:30 czasu polskiego) poznamy raport NFP za czerwiec – opublikowany dzień wcześniej niż zwykle z uwagi na piątkowe święto Dnia Niepodległości. Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia o 110 tys. etatów, choć prognozy wahają się od 25 tys. do 200 tys. Silniejszy od oczekiwań odczyt umocni scenariusz podwyżki stóp we wrześniu (obecnie wyceniany na 80 procent) i może chwilowo wesprzeć dolara, co dla ropy denominowanej w amerykańskiej walucie nie byłoby korzystne.

Co dalej z cenami ropy?

Z perspektywy technicznej, WTI przełamał kluczowe wsparcie na poziomie 70 USD za baryłkę pod koniec czerwca i od tego czasu kontynuuje ruch w dół. Prognoza JPMorgan zakłada średnią cenę Brent na poziomie ok. 60 USD w drugiej połowie roku, co sugerowałoby dalszy potencjał spadkowy.

Fundamentalnie obraz jest jednoznaczny: powrót irańskiego eksportu, wznowienie ruchu przez Ormuz, utrzymywanie przez Rosję rekordowych dostaw morskich oraz formalne podwyżki kwot OPEC+ tworzą mieszankę rosnącej podaży w momencie, gdy globalne spowolnienie przemysłowe ogranicza dynamikę popytu. Agencja EIA w najnowszym raporcie wskazała na budowanie się zapasów ropy na morzu, co stanowi dodatkowy bufor zabezpieczający przed nagłym wzrostem cen.

Jedynym realnym ryzykiem wzrostowym pozostaje ewentualne załamanie negocjacji USA-Iran lub eskalacja napięć izraelsko-irańskich. Na razie jednak rynki wyraźnie grają pod scenariusz pokojowy – a to oznacza, że era trzycyfrowych cen ropy, która zdominowała wiosnę 2026 roku, prawdopodobnie dobiegła końca.