Inflacja w USA wyraźnie poniżej prognoz. Czerwcowy CPI zaskoczył rynek i daje Fed więcej przestrzeni

Amerykańska inflacja konsumencka w czerwcu okazała się wyraźnie niższa od rynkowych obaw, a skala schłodzenia cen była większa, niż sugerował konsensus przed publikacją. Według oficjalnych danych Bureau of Labor Statistics, wskaźnik CPI w USA spadł w ujęciu miesięcznym o 0,4 proc., a w relacji rocznej obniżył się do 3,5 proc. z 4,2 proc. miesiąc wcześniej.
Jeszcze ważniejszy z punktu widzenia Rezerwy Federalnej wskaźnik bazowy – po wyłączeniu żywności i energii – zwolnił do 2,6 proc. rok do roku. To odczyt istotnie łagodniejszy od oczekiwań rynku i zgodny z pierwszymi komentarzami rynkowymi, które tuż po publikacji wskazywały na wyraźnie „gołębi” charakter raportu.
Najmocniej na czerwcowy odczyt zadziałał segment energii. Indeks energii obniżył się w czerwcu o 5,7 proc., a same ceny benzyny spadły o 9,7 proc. miesiąc do miesiąca. To właśnie ten ruch z nadwyżką zneutralizował wzrosty w innych kategoriach, w tym żywności i kosztów mieszkaniowych. Jednocześnie raport BLS pokazuje, że proces dezinflacyjny nie ogranicza się wyłącznie do paliw: indeks schronienia wzrósł jedynie o 0,1 proc., co było najmniejszym miesięcznym wzrostem od stycznia 2021 r., a ceny ubezpieczeń komunikacyjnych, odzieży, usług medycznych czy aut używanych również hamowały lub spadały. Z punktu widzenia Fed to istotny sygnał, bo sugeruje, że presja cenowa przestaje być szeroka i coraz trudniej mówić o ponownym, trwałym rozlaniu się inflacji na całą gospodarkę.
Odczyt lepszy od oczekiwań, mimo wcześniejszych obaw o energię
Jeszcze na początku lipca dominowała narracja, że maj mógł być lokalnym szczytem inflacji, ale rynek nie był pewny, czy czerwiec rzeczywiście pokaże wyraźne zejście cen, zwłaszcza po wcześniejszym szoku energetycznym związanym z napięciami wokół Iranu. To właśnie paliwa odpowiadały za większość wcześniejszego przyspieszenia CPI, a spadek cen ropy i benzyny poprawiał perspektywy czerwcowego raportu. Konsensus zakładał spowolnienie inflacji rocznej jedynie do 3,8 proc., podczas gdy rzeczywisty odczyt wyniósł 3,5 proc. Innymi słowy: rynek liczył na poprawę, ale otrzymał dane lepsze od prognoz praktycznie w całym przekroju raportu.
Dlaczego ten raport jest ważny dla Fed
Czerwcowy CPI nie rozstrzyga jeszcze całej inflacyjnej historii na drugą połowę roku, ale wyraźnie osłabia argument za dalszym zaostrzaniem polityki pieniężnej. Szczególnie ważne jest tu zachowanie inflacji bazowej oraz kosztów mieszkania – dwóch obszarów, które Fed śledzi z największą uwagą. W samym Fed trwa wyraźny spór między zwolennikami ostrożności a tymi, którzy uważają wcześniejsze wzrosty cen za w dużej mierze efekt przejściowego szoku energetycznego. Dzisiejszy raport wzmacnia raczej ten drugi obóz: pokazuje, że po ustąpieniu presji paliwowej inflacja znów zaczyna schodzić, a dynamika cen usług nie przyspiesza na tyle, by uzasadniać alarmistyczny scenariusz.
Słabsza inflacja, mocniejszy argument za łagodniejszym tonem
Pierwsza reakcja rynkowa była spójna z klasycznym schematem po odczycie inflacyjnym poniżej prognoz: dolar osłabł, a kontrakty na amerykańskie indeksy poprawiły notowania. Bezpośrednio po publikacji EUR/USD zanotowało wzrost o około 0,4 proc. Widać również poprawę nastrojów na kontraktach terminowych. To nie musi automatycznie oznaczać szybkiej zmiany stóp, ale znacząco obniża ryzyko, że Fed będzie musiał odpowiadać na czerwcowe dane jastrzębim przekazem. Dzisiejszy raport jest więc nie tylko statystycznie dobry – jest również politycznie wygodny dla banku centralnego, bo pozwala mu zachować cierpliwość bez utraty wiarygodności w walce z inflacją.
Źródła: BLS, CNBC
