Chiny zablokowały przejęcie startupu Manus przez Metę. 2 mld dolarów do odkręcenia

Chiny zablokowały przejęcie startupu Manus przez Metę. 2 mld dolarów do odkręcenia

Pekin stawia weto i żąda cofnięcia transakcji. Kilka tygodni na rozmontowanie tego, co Meta zdążyła już zintegrować.

To nie jest kolejna dyplomatyczna wymiana zdań między Waszyngtonem a Pekinem. Chińska Narodowa Komisja Rozwoju i Reform (NDRC) wydała jedno zdanie, które może zmienić zasady gry w globalnym wyścigu o sztuczną inteligencję. Transakcja przejęcia startupu Manus przez zagranicznego inwestora jest zakazana, a strony mają obowiązek ją wycofać. Tyle. Bez podania nazwy Meta, bez szczegółowego uzasadnienia. Sam komunikat jest tak lakoniczny, że aż brutalny w swojej wymowie.

A chodzi o naprawdę duże pieniądze i jeszcze większą stawkę technologiczną. Meta Marka Zuckerberga zapłaciła za Manusa – singapurski startup z chińskimi korzeniami, tworzący autonomicznych agentów AI – od 2 do 3 mld dolarów. Transakcję zamknięto w grudniu ubiegłego roku i od tamtej pory Manus został wchłonięty przez struktury Mety niemal w całości. Około stu pracowników przeniosło się do singapurskich biur koncernu, CEO startupu Xiao Hong zaczął raportować wprost do dyrektora operacyjnego Mety Javiera Olivana, a sama technologia agentów AI trafiła do wewnętrznych systemów firmy.

I to właśnie sprawia, że żądanie Pekinu jest tak kłopotliwe. Według ustaleń Wall Street Journal chińskie władze wyznaczyły wstępny termin kilku tygodni na pełne odwrócenie transakcji. Manus ma wrócić do stanu sprzed przejęcia – łącznie z usunięciem wszelkich danych i technologii przekazanych już Mecie. Jeśli to się nie uda, w grę wchodzą kary finansowe dla obu stron. Byli inwestorzy Manusa po stronie azjatyckiej – Tencent, HSG, ZhenFund – deklarują gotowość do współpracy przy odwracaniu struktury własnościowej, donosi Journal. Natomiast amerykański fundusz Benchmark, który prowadził rundę 75 mln dolarów w Manusie wiosną ubiegłego roku, podobno zdążył już zrealizować zysk z transakcji.

Duma, potem gniew. Jak chiński internet odwrócił się od Manusa

Żeby zrozumieć skalę emocji w Pekinie, trzeba cofnąć się o nieco ponad rok. Kiedy Manus w marcu 2025 roku zaprezentował swojego agenta AI zdolnego do samodzielnego prowadzenia analiz rynkowych, kodowania czy przygotowywania budżetów, chińskie media obwołały go „następnym DeepSeekiem”. Firma rosła w oszałamiającym tempie – 100 mln dolarów rocznych przychodów powtarzalnych osiągnęła w grudniu, osiem miesięcy po premierze produktu. Twierdziła, że był to najszybszy taki wynik w historii branży technologicznej na świecie.

Nastrój zmienił się radykalnie, gdy okazało się, że założyciele przenieśli siedzibę do Singapuru, a następnie sprzedali firmę Mecie. Na chińskich platformach społecznościowych posypały się oskarżenia o „zdradę” i „wyprzedaż narodowej technologii” Stanom Zjednoczonym – państwu, które od lat zaciska pętlę eksportowych ograniczeń wokół chińskiego sektora chipów i AI. Już w styczniu 2026 roku Ministerstwo Handlu otworzyło formalne dochodzenie. W marcu Financial Times doniósł, że współzałożyciele Manus – Xiao Hong i Ji Yichao – zostali objęci zakazem wyjazdu z Chin.

Koniec „singapurskiego prania”

Sprawa Manusa jest ważna nie dlatego, że dotyczy jednego startupu, ale dlatego, że uśmierca pewien model biznesowy. W branży nazywano go „Singapore washing” – firmę zakładano w Chinach, korzystając z lokalnych talentów i kapitału, a potem przenoszono ją do Singapuru, by ominąć regulacyjne ograniczenia zarówno Pekinu, jak i Waszyngtonu. Singapur pełnił rolę neutralnej strefy buforowej, w której chiński startup stawał się „singapurski” i mógł swobodnie przyjąć amerykańskie pieniądze.

Ten schemat działał – do teraz.

Jak ujmuje to Lian Jye Su, główny analityk firmy badawczej Omdia, „Chiny pokazują światu, że są gotowe grać twardo, jeśli chodzi o talenty i zdolności w dziedzinie AI, które traktują jako kluczowy zasób bezpieczeństwa narodowego”.

Asia Times wprost pisze o „końcu ery Singapore washing”, a Reuters zwraca uwagę, że choć Singapur rósł w siłę jako neutralny hub dla firm AI z obu stron rywalizacji, decyzja w sprawie Manusa może ten trend gwałtownie zahamować.

Paradoks polega na tym, że Pekin robi dokładnie to, co od lat robił Waszyngton – tyle że w odwrotnym kierunku. Listy podmiotów objętych sankcjami, ograniczenia inwestycyjne, kontrola eksportu chipów – te narzędzia Ameryka stosuje wobec Chin od kilku lat. Teraz Chiny odpowiadają lustrzanym mechanizmem: nie chcemy, żeby nasze najlepsze technologie AI trafiały do USA, więc blokujemy transakcję, nawet jeśli firma formalnie jest już singapurska, a pieniądze dawno zmieniły właściciela.

Dwa i pół tygodnia do szczytu Trump-Xi. Atmosfera raczej nie będzie ciepła

Timing nie jest przypadkowy. Na 14 maja zaplanowany jest szczyt Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem w Pekinie – spotkanie, które ma objąć kwestie handlowe, technologiczne i geopolityczne, z wojną na Bliskim Wschodzie w tle. Biały Dom zareagował na blokadę Manusa oświadczeniem, że administracja „będzie nadal bronić amerykańskiego sektora technologicznego przed nieuzasadnioną ingerencją zagraniczną”. Trudno o bardziej zapowiadający iskry wstęp do rozmów.

Akcje Mety w poniedziałek zamknęły się z symbolicznym plusem 0,53 proc., co sugeruje, że Wall Street traktuje tę sprawę raczej jako problem wizerunkowy niż egzystencjalny. Firma ma wystarczającą skalę i zasoby, by rozwijać agentów AI bez Manusa. Ale dla branży jako całości sygnał jest jednoznaczny.

Co to oznacza dla inwestorów

Wnioski są dwa i oba dotyczą ryzyka, którego nie widać w arkuszu kalkulacyjnym. Po pierwsze: każda transgraniczna transakcja technologiczna z udziałem firm o chińskim rodowodzie – niezależnie od tego, gdzie formalnie jest zarejestrowana – niesie teraz ryzyko regulacyjne po obu stronach Pacyfiku. Dla funduszy venture capital inwestujących w azjatyckie startupy AI to fundamentalna zmiana reguł gry.

Po drugie: wyścig o sztuczną inteligencję zaczyna podlegać logice geopolitycznej, a nie rynkowej. Kapitał, talenty i technologie, które jeszcze dwa lata temu przepływały między Doliną Krzemową a Shenzhen w miarę swobodnie, trafiają teraz w tryby rywalizacji supermocarstw. A kiedy polityka zaczyna dyktować warunki transakcji, standardowe modele wyceny firm technologicznych mogą się okazać dość kruche.

Źródło: CNBC, WSJ