Australijski rynek pracy zaskoczył. Dlaczego notowania AUD i tak spadają?

Ósma sesja spadkowa z rzędu. Kurs AUD/USD schodzi dziś do 0,6890 i pogłębia dwumiesięczne minimum, mimo że dane z australijskiego rynku pracy wypadły powyżej oczekiwań. Bezrobocie spadło, zatrudnienie odbiło – a waluta i tak traci. Co się dzieje?
Odpowiedź jest prosta, choć wielowarstwowa: rynkiem walutowym rządzi teraz dolar amerykański, a nie lokalne fundamenty z antypodów. I dopóki Fed pod rządami Kevina Warsha utrzymuje jastrzębi kurs, dopóty waluty takie jak australijski dolar będą miały pod górkę – bez względu na to, co pokaże tamtejszy urząd statystyczny.
Dane z Australii: diabeł tkwi w szczegółach
Australijskie Biuro Statystyczne podało w czwartek, że zatrudnienie wzrosło w maju o 40 300 osób. Rynek spodziewał się 25-30 tysięcy, więc na papierze mamy pozytywne zaskoczenie i najlepszy miesiąc od grudnia. Stopa bezrobocia obniżyła się do 4,4 proc. z 4,5 proc. – też zgodnie z prognozami.
Ale wystarczy zajrzeć głębiej i obraz się komplikuje.
Po pierwsze – rewizja za kwiecień. ABS przemodelował dane wstecz i okazuje się, że w kwietniu Australia straciła nie 18,6 tys. miejsc pracy (jak podawano wcześniej), lecz aż 40,7 tys. Uśrednijmy więc dwa ostatnie miesiące i wychodzi nam wynik bliski zeru. Żadnego odbicia, raczej dreptanie w miejscu.
Po drugie – jakość nowych miejsc pracy. Z 40,3 tys. dodanych etatów aż 35,2 tys. to praca na część etatu. Pełnoetatowe zatrudnienie wzrosło raptem o 5,2 tys. Pracodawcy dokładają więc elastyczne godziny, ale nie decydują się na trwałe zobowiązania kadrowe.
Po trzecie – godziny pracy spadły o 1,1 proc. miesiąc do miesiąca. To zmienna, którą ekonomiści traktują jako barometr realnego popytu na pracę. Spadek godzin przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia part-time to sygnał, że firmy raczej rozpraszają ryzyko niż inwestują w moce produkcyjne.
Do tego wakaty – po raz pierwszy od sierpnia 2025 roku ich liczba skurczyła się kwartalnie (o 2,1 proc.), do 329,5 tys. W sektorze publicznym spadek sięgnął niemal 8 proc.
RBA czeka i trzyma rękę na pulsie
Reserve Bank of Australia ma teraz nie lada dylemat. Na posiedzeniu 16 czerwca utrzymał stopę kasową na poziomie 4,35 proc. – po trzech podwyżkach od początku roku (z 3,60 proc. w styczniu), wymuszonych spiralą cenową napędzoną konfliktem na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie wyraźnie zaznaczył, że drzwi do dalszego zacieśniania pozostają otwarte.
Dane o CPI za maj przyniosły pewną ulgę – inflacja konsumencka zwolniła do 4,0 proc. rok do roku z 4,2 proc. w kwietniu. Ale miara bazowa (trimmed mean) przyspieszyła do 3,6 proc. i wciąż pozostaje wyraźnie powyżej celu banku centralnego. Z kolei wydatki konsumenckie gospodarstw domowych wystrzeliły w maju o 1,3 proc., ponad dwukrotnie bijąc prognozy. To znak, że Australijczycy wciąż wydają – i to z nawiązką.
Konsensus rynkowy zakłada, że na posiedzeniu 11 sierpnia RBA wstrzyma się z kolejnym ruchem. Westpac jest jedynym z czterech dużych australijskich banków, który stawia na jeszcze jedną podwyżkę. Kluczowy będzie odczyt CPI za czerwiec, publikowany przed sierpniową decyzją.
Prawdziwy winowajca jest w Waszyngtonie
Lokalny kontekst jest ważny, ale to nie on decyduje o kursie AUD/USD. Prawdziwy ciężar gatunkowy ma to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych.
Indeks dolara (DXY) dobił w środę do 101,80 – poziomu niewidzianego od ponad roku. Greenback zyskuje, bo Fed pod kierownictwem nowego przewodniczącego Kevina Warsha zmienił ton w sposób, który trudno zignorować. Na pierwszym posiedzeniu Warsha 17 czerwca bank utrzymał stopy w przedziale 3,50-3,75 proc., ale usunął z komunikatu wszelkie wskazówki co do przyszłej ścieżki (tzw. forward guidance), a z nowego „dot plotu” wynika, że aż dziewięciu z osiemnastu członków FOMC spodziewa się podwyżki jeszcze w tym roku.
Rynek poszedł za tą narracją. Narzędzie CME FedWatch pokazuje 82-procentowe prawdopodobieństwo podwyżki stóp w USA przed końcem grudnia. Dwa cięcia, które inwestorzy wyceniali na początku roku – jeszcze przed wybuchem wojny z Iranem – to dziś odległa historia.
I właśnie dlatego AUD traci, mimo że u siebie dane wypadają „ok”. W świecie, w którym Fed może podnosić stopy, dolar przyciąga kapitał jak magnes. Waluty surowcowe – australijska, nowozelandzka, kanadyjska – schodzą na dalszy plan.
Dzisiejszy sprawdzian: PCE o 14:30
Ostatni element układanki pojawi się dziś o 14:30 czasu polskiego. Amerykańskie Biuro Analiz Ekonomicznych opublikuje indeks cen wydatków konsumpcyjnych (PCE) za maj – ulubioną miarę inflacji dla Fedu. Konsensus zakłada wzrost inflacji bazowej do 3,4 proc. rok do roku (z 3,3 proc. w kwietniu), a inflacji ogółem do 4,1 proc. (z 3,8 proc.).
Jeśli dane wypadną zgodnie z oczekiwaniami lub powyżej, dolar dostanie kolejny impuls wzrostowy, a AUD/USD może testować wsparcie w okolicy 0,6850. Gdyby natomiast PCE zaskoczył wyraźnie w dół – co wydaje się mało prawdopodobne w świetle ostatnich odczytów PPI – para mogłaby znaleźć chwilowy oddech.
Co dalej? Geopolityczny miecz obosieczny
Warto odnotować jeszcze jeden wątek. Porozumienie pokojowe między USA a Iranem i faktyczne wznowienie żeglugi przez Cieśninę Ormuz sprowadziło cenę ropy Brent poniżej 72,50 USD za baryłkę – wymazując całą wojenną premię. Teoretycznie to dobra wiadomość dla globalnej inflacji. Ale dla Australii – jednego z czołowych eksporterów surowców – spadek cen energii pogarsza warunki handlu zagranicznego i obniża atrakcyjność carry trade na jej walucie. To kolejny czynnik, który podtrzymuje presję na AUD.
Seria ośmiu spadkowych sesji to najdłuższa taka passa od ponad roku. Technicznie AUD/USD przełamał psychologiczny poziom 0,70 i oddala się od niego w kierunku kwietniowych dołków. Analitycy wskazują wprost: dopóki indeks dolara utrzymuje się powyżej 101, waluty antypodów będą pod presją niezależnie od tego, co pokażą lokalne dane.
Australijski rynek pracy nie dał dziś powodów do paniki – ale nie dał też powodów, by rzucać się na zakup aussie. W obecnym otoczeniu makroekonomicznym to za mało, żeby odwrócić trend.
Źródło: RBA, Reuters
