Trump uruchamia „plan B” na cła. 10-12,5 proc. dla ponad 80 krajów. Oficjalny powód: praca przymusowa

Tuż po północy czasu wschodniego (6:01 czasu polskiego) weszła w życie nowa, globalna warstwa amerykańskich taryf importowych. Administracja Donalda Trumpa objęła nowymi cłami towary pochodzące z 60 gospodarek – 59 państw i terytoriów oraz Unii Europejskiej traktowanej jako jeden partner handlowy. Partnerzy objęci dochodzeniami odpowiadają łącznie za ok. 99,4 proc. amerykańskiego importu. Nie oznacza to jednak, że nowe cła obejmują 99,4 proc. wszystkich sprowadzanych towarów, ponieważ decyzja przewiduje szerokie wyłączenia produktowe i traktatowe. To najszersze uderzenie protekcjonistyczne od czasu, gdy w lutym Sąd Najwyższy USA obalił pierwotny reżim celny oparty na ustawie o nadzwyczajnych uprawnieniach ekonomicznych (IEEPA).
Kluczowa zmiana ma charakter proceduralny, a nie ekonomiczny. Poprzednia, tymczasowa taryfa globalna 10 proc., wprowadzona w lutym pod tzw. sekcją 122 Trade Act of 1974 – po tym, jak SN uznał cła z IEEPA za nielegalne – wygasła dokładnie z chwilą uruchomienia nowego reżimu. Tym razem Biały Dom sięgnął po sekcję 301 Trade Act of 1974, która pozwala na retorsje wobec państw stosujących „nieuczciwe lub dyskryminujące praktyki handlowe”. Formalnym uzasadnieniem jest ustalenie USTR, że część badanych gospodarek nie wprowadziła zakazu importu towarów wytwarzanych z użyciem pracy przymusowej, a pozostałe nie egzekwują takiego zakazu w sposób uznany przez Waszyngton za wystarczająco skuteczny. Zarzut nie oznacza automatycznie, że wszystkie te państwa same produkują lub eksportują towary z pracy przymusowej.
Konstrukcja stawek jest dwuszczeblowa, ale sposób ich naliczania zależy od partnera. Stawka 10 proc. dotyczy m.in. Kanady, Meksyku, Wielkiej Brytanii, Malezji, Indonezji i Indii. Towary z Kanady i Meksyku kwalifikujące się do preferencji USMCA pozostają wyłączone. W przypadku Unii Europejskiej i Tajwanu nowe cło nie zawsze wynosi dodatkowe 10 proc. – jego wysokość jest pomniejszana o zwykłą stawkę MFN tak, aby łączne obciążenie osiągało zasadniczo 10 proc. Stawka 12,5 proc. obejmuje m.in. Australię, Brazylię, Chile, Singapur i Chiny, wraz z Hongkongiem. Japonia, Korea Południowa i Szwajcaria również znajdują się w grupie z pułapem 12,5 proc., lecz w ich przypadku cło sekcji 301 jest pomniejszane o zwykłą stawkę MFN. Jeśli standardowe cło wynosi już co najmniej 12,5 proc., dodatkowe cło sekcji 301 może wynosić zero.
Odrębne cła sektorowe, w tym taryfy oparte na sekcji 232, nadal pozostają w mocy. Towary objęte takimi taryfami zostały jednak co do zasady wyłączone z nowego cła sekcji 301, dlatego poszczególne stawki nie zawsze kumulują się na tym samym produkcie. Dotyczy to m.in. stali, aluminium, samochodów i części motoryzacyjnych.
Partnerzy kwestionują uzasadnienie dotyczące pracy przymusowej
Retoryka humanitarna nie przekonała ani sojuszników, ani analityków. Australijski minister handlu Don Farrell oświadczył, że nowe cła są „nieuzasadnione i niezgodne z umową o wolnym handlu”, przypominając, że australijskie standardy walki z pracą przymusową „należą do najsurowszych na świecie”. Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva nazwał decyzję „arbitralną”, zapowiadając poszukiwanie alternatywnych rynków zbytu. Dla części brazylijskiego eksportu nowe cło może się kumulować z 25-procentową taryfą sekcji 301 nałożoną wcześniej w lipcu, podnosząc łączne dodatkowe obciążenie do 37,5 proc. Nie jest to jednak jednolita stawka dla całego importu z Brazylii, ponieważ obie decyzje zawierają wyłączenia produktowe.
Rząd Chile przypomniał w oficjalnym komunikacie, że amerykańska rezolucja nawet nie zarzuca krajowi eksportu towarów wytwarzanych z pracy przymusowej. Ottawa wybrała stonowany ton. Minister Dominic LeBlanc stwierdził, że decyzja nie była nieoczekiwana, ponieważ USA wcześniej zapowiadały zastąpienie wygasającej taryfy z sekcji 122. Kanada zapowiedziała dalsze rozmowy z Waszyngtonem. Nowa Zelandia także zaprotestowała dyplomatycznie, choć ok. 30 proc. jej eksportu do USA (w tym wołowina i kiwi) pozostaje objęte wyłączeniami.
Kontrowersje budzi objęcie postępowaniem Kanady i UE. Kanada posiada już formalny zakaz importu towarów wytwarzanych z użyciem pracy przymusowej, natomiast unijne rozporządzenie ma być stosowane od grudnia 2027 r. USTR nie kwestionuje samego istnienia lub zapowiedzi tych regulacji, lecz wskazuje na brak ich skutecznego egzekwowania w momencie prowadzenia postępowania. Z tego powodu Kanada i UE otrzymały niższy wariant taryfy. Waszyngton tłumaczy to „nieskuteczną egzekucją” przepisów.
Krytycy amerykańskiej polityki wskazują jednocześnie na pracę więźniów w USA. Trzynasta poprawka do konstytucji dopuszcza przymusową pracę jako karę za przestępstwo, a część organizacji praw człowieka i związków zawodowych uznaje warunki występujące w amerykańskich więzieniach za formę pracy przymusowej. Amerykańskie prawo handlowe i niektóre międzynarodowe definicje prawne traktują jednak pracę wykonywaną w następstwie prawomocnego skazania odmiennie od pozostałych form pracy przymusowej.
Ekonomia: cła jako podatek konsumpcyjny
Za polityczną fasadą kryje się rachunek makroekonomiczny, który dla amerykańskiego konsumenta jest jednoznacznie kosztowny. Według szacunku Yale Budget Lab z 8 kwietnia 2026 r. średnia efektywna stawka celna przed uwzględnieniem zmian kierunków importu wynosiła wówczas 11,8 proc. Był to jednak szacunek sporządzony kilka miesięcy przed finalną decyzją z 23 lipca, dlatego nie opisuje bezpośrednio nowego systemu ceł sekcji 301.
W kwietniowej analizie Yale rozpatrzono dwa odrębne scenariusze. Przy założeniu wygaśnięcia tymczasowej taryfy sekcji 122 szacowano długookresowy wzrost poziomu cen o 0,5–0,7 proc. oraz równowartość straty około 760–940 dolarów na przeciętne gospodarstwo domowe. W scenariuszu utrzymania tej taryfy prognoza wynosiła 0,9–1,1 proc. i około 1200–1500 dolarów. Szacunków tych nie należy traktować jako prognozy skutków nowych ceł ogłoszonych w lipcu.
Według kwietniowego modelu Yale ciężar taryf ma charakter regresywny: strata mierzona jako odsetek dochodu jest w najniższej grupie dochodowej około trzykrotnie większa niż w grupie najwyższej. Jest to jednak wynik modelu dotyczącego zestawu taryf obowiązującego w kwietniu, a nie osobne oszacowanie nowych ceł z lipca.
Sygnały widać już w danych oficjalnych. Wskaźnik CPI w czerwcu 2026 r. był o 3,5 proc. wyższy niż rok wcześniej, choć w ujęciu miesięcznym spadł po korekcie sezonowej o 0,4 proc. Z kolei badanie ekonomistów Rezerwy Federalnej oszacowało, że taryfy wprowadzone do listopada 2025 r. podniosły do lutego 2026 r. ceny towarowej części bazowego indeksu PCE o 3,1 proc. Nie jest to jednak ocena skutków nowego systemu uruchomionego 24 lipca.
Jednocześnie – wbrew retoryce Białego Domu o „równoważeniu wymiany” – deficyt handlowy USA nie znika. Według BEA deficyt handlu towarami i usługami wzrósł w maju 2026 r. do 77,6 mld dolarów, z 54,6 mld dolarów w kwietniu. Deficyt w samym handlu towarami zwiększył się do 106,5 mld dolarów.
Wpływ ograniczony, ale rynek kalkuluje
Reakcja rynków była stonowana, czemu sprzyjały kilkutygodniowe zapowiedzi decyzji ze strony przedstawiciela USTR Jamiesona Greera. Już 21 lipca informował, że dochodzenia obejmują partnerów odpowiadających za około 99 proc. amerykańskiego importu. Nie oznacza to, że cłami objęto taki sam odsetek importowanych towarów, ponieważ zastosowano liczne wyłączenia. Wpływ na część azjatyckiego eksportu ograniczają wyłączenia obejmujące m.in. określone produkty elektroniczne, półprzewodniki oraz towary objęte odrębnymi postępowaniami sektorowymi. Skala ochrony zależy jednak od konkretnego kodu taryfowego, dlatego nie cała elektronika użytkowa jest automatycznie zwolniona.
Bardziej dotkliwe konsekwencje ponoszą sektory nieuprzywilejowane. W kwietniowej symulacji Yale Budget Lab obowiązujący wówczas zestaw taryf miał w długim terminie zwiększyć produkcję przemysłową o około 1,1 proc., przy jednoczesnym spadku aktywności w budownictwie o 2,5 proc. i w górnictwie o 1,0 proc. Wyniki te nie są prognozą skutków samej decyzji USTR z 23 lipca, ponieważ model powstał przed ustaleniem jej finalnego kształtu.
Co dalej: pytanie o trwałość „planu B”
Kluczowe pytanie, jakie zadają dziś analitycy w Waszyngtonie i Brukseli, nie brzmi „ile ceł”, lecz „jak długo utrzymają się w sądach”. Sekcja 301 daje administracji znacznie mocniejszą podstawę prawną niż zakwestionowane IEEPA, ale również ona nie jest odporna na spory – zwłaszcza że USTR początkowo uznał, iż 54 badane gospodarki nie posiadają odpowiedniego zakazu importowego, a w sześciu pozostałych istniejące przepisy nie są dostatecznie skutecznie egzekwowane. Część partnerów kwestionuje zarówno tę kwalifikację, jak i kryteria zastosowane przez USTR. Działania podjęte na podstawie sekcji 301 podlegają po czterech latach ustawowej procedurze przeglądu. Mogą zostać utrzymane, jeżeli uprawniony podmiot wystąpi o ich kontynuację, a USTR uzna ją za zasadną; w przeciwnym razie powinny zostać zakończone.
Do momentu publikacji artykułu żaden z wymienionych głównych partnerów nie ogłosił bezpośrednich ceł odwetowych w odpowiedzi na tę konkretną decyzję. Państwa sygnalizowały jednak możliwość negocjacji, sporów prawnych lub późniejszych działań handlowych. Dominują skargi dyplomatyczne, zapowiedzi negocjacji i – jak w przypadku Brazylii – dywersyfikacji kierunków eksportu. Waszyngton kupił sobie w ten sposób kolejne miesiące taryfowego status quo. Dotychczasowe badania Fed i modele Yale wskazują, że znacząca część kosztów wcześniejszych ceł została przeniesiona na amerykańskich importerów i konsumentów. Nie pozwalają one jeszcze określić pełnego wpływu taryf uruchomionych 24 lipca 2026 r.
Źródła: CNBC, New York Times, USTR, BLS, Yale Budget Lab
