Grupy zadaniowe Kevina Warsha mogą zmienić oblicze amerykańskiej polityki pieniężnej

Nowy przewodniczący Rezerwy Federalnej powołał pięć zespołów eksperckich, które mają przebudować sposób prowadzenia polityki monetarnej w USA. W ich składzie znaleźli się byli szefowie banków centralnych, nobliści i liderzy Doliny Krzemowej. Rynki zastanawiają się, co to oznacza dla stóp procentowych i dolara.
Kevin Warsh, który objął fotel szefa Fedu zaledwie niecałe dwa miesiące temu, nie traci czasu. 9 lipca br. Rezerwa Federalna oficjalnie ogłosiła skład i cele pięciu grup zadaniowych mających za zadanie gruntownie przeanalizować kluczowe obszary prowadzenia polityki pieniężnej. To nie jest kosmetyczna zmiana – to zapowiedź potencjalnej rewolucji w sposobie, w jaki najpotężniejszy bank centralny świata komunikuje się z rynkami, zarządza swoim bilansem i reaguje na inflację.
Pięć filarów nowej architektury
Grupy zadaniowe obejmują pięć kluczowych obszarów: komunikację, politykę bilansową, dane ekonomiczne, produktywność i rynek pracy oraz ramy walki z inflacją. Każdy z tych zespołów jest współprowadzony przez zewnętrznych ekspertów – uznanych ekonomistów, byłych bankierów centralnych i liderów biznesu – którzy mają działać niezależnie, podążać za dowodami i przedstawić konkretne rekomendacje dla Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC).
W zespole ds. komunikacji zasiadł m.in. Mervyn King, były prezes Banku Anglii, znany z sceptycyzmu wobec forward guidance, czyli praktyki dawania rynkom sygnałów o przyszłych decyzjach w sprawie stóp procentowych. Nie jest to przypadkowy dobór – Warsh już na swoim pierwszym posiedzeniu FOMC w czerwcu demonstracyjnie usunął forward guidance z komunikatu po decyzji. Rynki dostały jasny sygnał: era podpowiadania inwestorom, czego mogą się spodziewać, dobiegła końca.
Zespołem ds. bilansu kierują Raghuram Rajan, były szef Banku Rezerw Indii i profesor finansów na Uniwersytecie w Chicago, oraz Jeremy Stein, były gubernator Fed i ekonomista z Harvardu. To dwaj intelektualiści, którzy od lat analizują koszty i konsekwencje luzowania ilościowego, choć niekoniecznie zgadzają się ze sobą co do tempa redukcji bilansu Fed, który wciąż przekracza 6,7 biliona dolarów.
Prawdziwym zaskoczeniem personalnym jest jednak zespół ds. produktywności i rynku pracy. Warsh powierzył jego prowadzenie Marcowi Andreessenowi – współzałożycielowi funduszu venture capital Andreessen Horowitz, Charlesowi Jonesowi ze Stanforda (obecnie na urlopie w Anthropic, firmie stojącej za Claude’em) oraz Ashy Sharmie, wiceprezes Microsoftu odpowiedzialnej za Xbox. To wyraźny sygnał, że Fed poważnie traktuje kwestię wpływu sztucznej inteligencji na gospodarkę – i że wnioski tego zespołu mogą otworzyć drzwi do obniżek stóp w przyszłości.
Dlaczego to ma znaczenie dla rynków właśnie teraz?
Kontekst makroekonomiczny jest kluczowy. Fed utrzymuje stopy procentowe w przedziale 3,50-3,75% od grudnia ubiegłego roku. Na czerwcowym posiedzeniu decyzja o utrzymaniu była jednomyślna, ale nowe projekcje pokazały głębokie podziały – dziewięciu z osiemnastu członków FOMC przewiduje co najmniej jedną podwyżkę jeszcze w tym roku, sześciu z nich widzi nawet dwie podwyżki. Rynki wyceniają obecnie ok. 39 punktów bazowych zaostrzenia polityki do końca roku.
Inflacja konsumencka w USA wyniosła w maju 4,2% w skali roku – najwyżej od kwietnia 2023 roku – napędzana przede wszystkim rosnącymi cenami paliw w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Jutro, we wtorek 14 lipca, poznamy odczyt za czerwiec, a zaraz potem Warsh pojawi się przed Kongresem na swoim pierwszym przesłuchaniu jako przewodniczący Fed.
To właśnie zestawienie tych wydarzeń – odczyt CPI, pierwsze zeznania Warsha przed komisjami kongresowymi i powołanie grup zadaniowych – tworzy tydzień, który może zdefiniować oczekiwania rynkowe na całe drugie półrocze.
Mniej słów, więcej niepewności
Rezygnacja z forward guidance to nie tylko kwestia stylu komunikacji. To fundamentalna zmiana filozofii bankowości centralnej. Przez ponad dekadę Fed przyzwyczajał rynki do tego, że mówi im, co zamierza zrobić – najpierw za kadencji Bena Bernanke, potem Janet Yellen i wreszcie Jerome’a Powella. Warsh uważa, że ta przejrzystość stała się pułapką: ograniczała elastyczność decydentów, znieczulała rynki na ryzyko i spowalniała reakcję Fed na szoki – czego boleśnie doświadczono w czasie pandemii.
Analitycy zwracają uwagę, że redukcja forward guidance może z czasem prowadzić do większej zmienności na rynku stóp procentowych w USA. Jednocześnie podkreślają, że obecna wycena rynkowa jest prawdopodobnie zbyt jastrzębia – ich globalny zespół widzi przestrzeń do spadku zarówno rentowności amerykańskich obligacji, jak i kursu dolara w średnim terminie.
To ważna obserwacja w kontekście dzisiejszej sesji. Indeks dolara (DXY) utrzymuje się w okolicach 101, wspierany przez napięcia geopolityczne i oczekiwania na podwyżki. EUR/USD otworzył tydzień na poziomie 1,1404, a USD/JPY na 161,68. Gdyby jednak wnioski grupy ds. produktywności wskazały na trwały pozytywny wpływ AI na wydajność gospodarki, Warsh mógłby zyskać intelektualne uzasadnienie do łagodzenia polityki – nawet jeśli nastąpi to dopiero w 2027 roku.
Co dalej? Poważny test w praktyce
Grupy zadaniowe mają zakończyć pracę do końca roku. Ich rekomendacje nie będą wiążące, ale biorąc pod uwagę fakt, że ich skład odzwierciedla przekonania samego Warsha, trudno sobie wyobrazić, by zostały zignorowane.
Dla inwestorów kluczowe pytanie brzmi: czy Fed pod rządami Warsha będzie bardziej nieprzewidywalny, ale jednocześnie bardziej skuteczny? Historia pokazuje, że rynki nie lubią niepewności, ale potrafią ją wycenić – pod warunkiem że rozumieją funkcję reakcji banku centralnego. Warsh obiecał, że choć nie będzie mówił, co zamierza zrobić, to jasno zakomunikuje, na co patrzy i jak myśli.
Nadchodzący tydzień – z danymi o inflacji, przesłuchaniem w Kongresie i rozwojem konfliktu na Bliskim Wschodzie w tle – będzie pierwszym poważnym testem tej filozofii w praktyce. Rynki walutowe, obligacyjne i kapitałowe powinny przygotować się na podwyższoną zmienność.
Źródła: Fed, Reuters, CNBC
