Polska gospodarka przyspiesza. Co dokładnie przedstawiają najnowsze dane GUS?

Poniedziałkowy pakiet danych z GUS potwierdza: przemysł ciągnie polską gospodarkę do przodu, ale konsument wciąż trzyma rękę na portfelu. Złoty pod presją, RPP w poczekalni, a analitycy obniżają prognozy na cały rok.
Seria danych makroekonomicznych opublikowanych przez GUS w ostatnich dniach daje obraz gospodarki, która z jednej strony nabiera rozpędu, a z drugiej – robi to w sposób wyraźnie nierównomierny. Bohaterem tygodnia okazał się przemysł. Produkcja sprzedana w maju 2026 r. wzrosła o 4,1 proc. rok do roku – ponad półtora punktu procentowego powyżej mediany prognoz rynkowych (2,5 proc.). Po wyeliminowaniu czynników sezonowych wzrost był jeszcze wyższy i wyniósł 4,4 proc.
To nie jednorazowy wyskok. W kwietniu produkcja przemysłowa rosła o 3,1 proc. r/r, w marcu o 7,5 proc. Po serii rozczarowujących kwartałów – przypomnijmy, że jeszcze w 2024 roku sektor przemysłowy balansował na granicy stagnacji – widać wyraźną zmianę trendu. Polskie fabryki korzystają zarówno z odradzającego się popytu krajowego, jak i z poprawy koniunktury u kluczowych partnerów handlowych, przede wszystkim w Niemczech, gdzie cykl destockingu zdaje się dobiegać końca.
Paradoksalnie, twarde dane GUS kontrastują nieco z odczytami wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu, który w maju wyniósł 49,4 pkt (wobec 48,8 pkt w kwietniu) – to najwyższy poziom od roku, ale wciąż poniżej neutralnego progu 50 punktów. Rozbieżność ta nie jest jednak czymś niezwykłym – PMI mierzy nastroje i oczekiwania managerów zakupów, natomiast dane GUS pokazują faktycznie zrealizowaną produkcję. W warunkach niepewności geopolitycznej firmy mogą ostrożniej oceniać perspektywy, jednocześnie realizując bieżące zamówienia.
Budownictwo wychodzi z dołka
Po fatalnym początku roku – w styczniu produkcja budowlano-montażowa spadała o 12,8 proc. r/r, w lutym o 13,7 proc. – sektor budowlany wyraźnie odżył wiosną. Majowy odczyt to wzrost o 3,9 proc. rok do roku i aż 7,9 proc. w ujęciu miesięcznym. Po korekcie sezonowej dynamika roczna sięgnęła 4,8 proc.
Wynik co prawda okazał się nieco słabszy od konsensusu PAP Biznes (+4,9 proc. r/r), ale w kontekście zimowych spadków stanowi potwierdzenie, że inwestycje infrastrukturalne oraz budownictwo mieszkaniowe wracają do gry. Szczególnie mocno rosły roboty budowlane specjalistyczne (+10,8 proc. r/r) i budowa budynków (+5,8 proc. r/r). Jedynym słabszym segmentem pozostaje inżynieria lądowa i wodna (-1,8 proc. r/r), co może wynikać z opóźnień w kontraktowaniu środków z Krajowego Planu Odbudowy.
Konsument trzyma się na dystans
I tu dochodzimy do słabszej strony medalu. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w maju zaledwie o 3,0 proc. r/r – poniżej oczekiwań (3,8 proc.) i z wyraźnym spadkiem o 1,7 proc. w ujęciu miesięcznym. To nie jest wprawdzie katastrofa – dla porównania, w kwietniu dynamika wynosiła jedynie 1,3 proc. r/r (efekt przesunięcia wydatków wielkanocnych na marzec) – ale trudno też mówić o konsumenckim boomie.
Analitycy Banku Pekao komentują to wprost: „Rok 2026 nie miał być rokiem konsumenta i nim nie będzie”. Realny wzrost dochodów wyhamował w stosunku do rekordowego 2024 roku – płace rosną wolniej, a inflacja (choć niższa od prognoz) wciąż zjada część siły nabywczej. Dodatkowym obciążeniem są podwyższone ceny paliw – benzyna Pb95 kosztuje na stacjach ok. 5,9-6,4 zł za litr w zależności od okresu i regionu, co stanowi odczuwalny wzrost w stosunku do drugiej połowy 2025 roku.
Co ciekawe, w strukturze sprzedaży widać pewne przejawy optymizmu – rosną zakupy w kategoriach „paliwa stałe, ciekłe i gazowe” (+9,9 proc. r/r), „farmaceutyki i kosmetyki” (+9,3 proc.), a także meble, RTV i AGD (+4,5 proc.). Spada natomiast sprzedaż żywności (-2,8 proc. r/r) – konsumenci ewidentnie szukają oszczędności tam, gdzie mogą.
Płace hamują, firmy nie zatrudniają
Dane z rynku pracy dopełniają obraz ostrożnego ożywienia. Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w maju 9173 zł i było o 5,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. To lekkie przyspieszenie względem kwietniowego odczytu (5,4 proc. r/r), ale wciąż poziom daleki od dwucyfrowych dynamik, do których przyzwyczailiśmy się w latach 2023-2024.
Istotnym sygnałem jest spadek wynagrodzeń o 3,8 proc. w ujęciu miesięcznym – GUS wyjaśnia to brakiem wypłat premii i nagród, które w kwietniu tradycyjnie podbijają średnią. To efekt kalendarzowy, nie strukturalny, ale rynek odczytał go jako potwierdzenie wygasania presji płacowej.
Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 0,9 proc. r/r (do ok. 6,4 mln etatów) i o 0,1 proc. względem kwietnia. Ten trend utrzymuje się nieprzerwanie od wielu miesięcy. Firmy konsekwentnie optymalizują koszty pracy – automatyzują procesy, konsolidują stanowiska i nie spieszą się z nowymi rekrutacjami. Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju spadła wprawdzie do 5,9 proc. (z 6,0 proc. w kwietniu), ale to głównie efekt sezonowy związany z rozpoczęciem sezonu prac sezonowych i budowlanych.
Wpływ napięć geopolitycznych na polską gospodarkę
Nie sposób analizować bieżącej sytuacji gospodarczej bez uwzględnienia kontekstu geopolitycznego. Napięcia wokół Cieśniny Ormuz – amerykańska blokada morska z udziałem 15 okrętów, eskalacja retoryki wobec Iranu, a następnie stopniowa deeskalacja – zdominowały drugi kwartał 2026 roku. Ceny ropy Brent skoczyły przejściowo do okolic 98-100 USD za baryłkę, by następnie spaść do ok. 94-95 USD po częściowym odblokowaniu szlaku.
Dla polskiej gospodarki skutki tego szoku są wielowymiarowe. Po pierwsze – wyższe koszty paliw i energii, które bezpośrednio podbijają CPI (ceny paliw w maju +12,3 proc. r/r). Po drugie – niepewność, która skłania konsumentów do ostrożności wydatkowej. Po trzecie – wyższe koszty transportu i surowców dla przemysłu, choć tu efekt jest częściowo kompensowany przez relatywnie stabilnego złotego wobec dolara.
Dobra wiadomość: jak wskazują analitycy, w ostatnich tygodniach napięcia na Bliskim Wschodzie zaczęły słabnąć, co znalazło odzwierciedlenie w spadku cen paliw na stacjach (Pb95 z okolic 6,4 zł na początku czerwca do ok. 5,9 zł w połowie miesiąca). Jeśli trend się utrzyma, trzeci kwartał może przynieść pewną ulgę zarówno dla konsumentów, jak i dla RPP.
Inflacja niższa od prognoz, ale to nie koniec ryzyk
Majowy odczyt inflacji CPI na poziomie 3,1 proc. r/r okazał się prawdziwą niespodzianką – konsensus zakładał 3,7 proc. Co więcej, w ujęciu miesięcznym ceny spadły o 0,3 proc., co jest wynikiem nietypowym i zaskakującym nawet dla doświadczonych ekonomistów. Za pozytywną niespodzianką stały głównie ceny żywności (spadek o 1,0 proc. m/m) oraz lekka korekta cen paliw.
Nie oznacza to jednak, że problem inflacji zniknął. Inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii) utrzymuje się na podwyższonych poziomach, ceny usług rosną o 5,7 proc. r/r, a efekty przerzucania wyższych kosztów energii na konsumentów będą się materializować w kolejnych miesiącach. Konsensus rynkowy przewiduje, że CPI w całym 2026 roku wyniesie średnio 2,9-3,1 proc. – czyli powyżej celu NBP (2,5 proc.), choć poniżej ubiegłorocznych 3,6 proc.
RPP w trybie „wait-and-see”
W tym kontekście nie dziwi, że Rada Polityki Pieniężnej na czerwcowym posiedzeniu (2 czerwca) utrzymała stopy procentowe bez zmian – stopa referencyjna wynosi 3,75 proc. po marcowej obniżce o 25 pb. Nastawienie Rady wyraźnie się jednak zmieniło. Jeszcze na początku roku rynek wyceniał kolejne cięcia – dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy RPP nie będzie zmuszona do podwyżki stóp procentowych.
Prezes Adam Glapiński na majowej konferencji stwierdził wprost: „Obniżka stóp jest mało prawdopodobna. Podwyżka jest prawdopodobna, ale wcale nie musi wystąpić”. To sformułowanie doskonale oddaje obecny stan zawieszenia – RPP obserwuje, jak gospodarka radzi sobie z szokiem paliwowym, i czeka na twarde dane z trzeciego kwartału.
Łukasz Łuczkowski z Banku Pekao zauważa, że „umiarkowana krajowa koniunktura oraz słabnąca presja płacowa nie generują obecnie istotnej wewnętrznej presji cenowej”, a źródła obecnych ryzyk inflacyjnych mają w dużej mierze charakter zewnętrzny. Innymi słowy – podwyżka stóp uderzyłaby w i tak niespecjalnie dynamiczny popyt krajowy, nie eliminując przy tym przyczyn wyższych cen (geopolityka, ropa, koszty transportu).
Złoty pod lekką presją
W poniedziałek 22 czerwca kurs EUR/PLN przesunął się w okolice 4,27 zł za euro – złoty lekko tracił od rana. Rynki walutowe zareagowały przede wszystkim na słabszą od oczekiwań sprzedaż detaliczną i niższy od prognoz wzrost wynagrodzeń. Dane te mogą bowiem sugerować, że kolejne kwartały przyniosą niższy wzrost PKB, co z kolei ogranicza pole manewru NBP w kwestii ewentualnego zaostrzenia polityki pieniężnej.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że skala osłabienia złotego jest minimalna i nie zmienia zasadniczo stabilnego obrazu polskiej waluty w ostatnich miesiącach. Kurs EUR/PLN od początku czerwca oscyluje w wąskim przedziale 4,22-4,27, co świadczy o tym, że zagraniczni inwestorzy nie wycofują się z polskich aktywów.
Co dalej? Prognozy na drugie półrocze
Obraz, który wyłania się z majowych danych, jest umiarkowanie optymistyczny – ale z istotnymi zastrzeżeniami. PKB Polski w I kwartale 2026 r. wzrósł o 3,5 proc. r/r (wobec 4,1 proc. w IV kw. 2025 r.), a prognozy na cały rok systematycznie są rewidowane w dół. Konsensus ankiety PAP z lutego zakładał 3,8 proc. wzrostu w 2026 r. – dziś analitycy szacują go na 3,5 proc., a Komisja Europejska w wiosennej prognozie również wskazała 3,5 proc. Projekcja NBP z marca zakłada natomiast 3,7 proc.
To wciąż przyzwoity wynik na tle europejskim – wystarczająco dobry, by nie mówić o spowolnieniu, ale zbyt niski, by wywołać euforię. Kluczem do przyspieszenia będzie to, czy konsumpcja prywatna – odpowiadająca za blisko 60 proc. PKB – wreszcie mocniej ruszy. A to z kolei zależy od kilku czynników: dalszego rozwoju sytuacji geopolitycznej i cen energii, tempa absorpcji środków z KPO (które powinny napędzać inwestycje i pośrednio zatrudnienie), oraz ewentualnych decyzji RPP.
Jak podsumowują ekonomiści ING Banku Śląskiego: polska gospodarka ma solidne fundamenty – niskie bezrobocie, rosnące (choć wolniej) płace, odbudowujący się przemysł i aktywne budownictwo. Brakuje jednak iskry, która wciągnęłaby konsumenta z powrotem do gry. I tej iskry na razie nie widać.
Źródła: GUS, NBP, PAP Biznes
