Jen japoński na najniższym poziomie od czterech dekad. Rynki czekają na interwencję Tokio

Jen japoński na najniższym poziomie od czterech dekad. Rynki czekają na interwencję Tokio

Japoński jen ponownie przebił we wtorek rano barierę 162 za dolara, osuwając się do poziomu niewidzianego od grudnia 1986 roku. W ciągu kilku godzin kurs dotarł do 162,40 JPY/USD, pogłębiając wieloletnią słabość japońskiej waluty i stawiając władze w Tokio pod coraz większą presją. Rynki kapitałowe i surowcowe nie pozostają obojętne – skala deprecjacji jena generuje fale wstrząsów na giełdach azjatyckich, rynku kryptowalut i w handlu surowcami, napędzając jednocześnie indeks dolara do poziomu powyżej 101 punktów.

Para USD/JPY testowała kluczowy opór przy 161,95 jeszcze w poniedziałek wieczorem na sesji nowojorskiej. We wtorek, gdy otworzyła się sesja w Tokio, inwestorzy agresywnie przebili ten poziom, spychając jena do 162,40. To najsłabsza wycena japońskiej waluty od niemal czterdziestu lat – ostatni raz tak tanio za dolara płacono w grudniu 1986 roku, u szczytu japońskiej bańki spekulacyjnej.

Na rynku panuje przekonanie, że obecna fala osłabienia to efekt strukturalny, a nie jednorazowy szok. Rozpiętość stóp procentowych między Japonią a Stanami Zjednoczonymi pozostaje fundamentalnym motorem deprecjacji. Bank Japonii podniósł wprawdzie 16 czerwca główną stopę procentową do 1 proc. – najwyższego poziomu od 1995 roku – ale efekt tej decyzji na rynku walutowym okazał się krótkotrwały. Dzień później amerykańska Rezerwa Federalna pod nowym przewodnictwem Kevina Warsha utrzymała stopy w przedziale 3,50-3,75 proc. i dodatkowo przesunęła medianę prognoz w górę, sygnalizując możliwość podwyżki jeszcze w tym roku. Różnica 275 punktów bazowych między obiema gospodarkami pozostaje więc praktycznie nietknięta i nadal zachęca inwestorów do eksploatowania tzw. carry trade – strategii polegającej na tanim pożyczaniu w jenach i lokowaniu kapitału w wyżej oprocentowanych aktywach dolarowych.

Interwencja: kiedy i za ile?

Minister finansów Satsuki Katayama oświadczyła we wtorek, że rząd jest gotowy do podjęcia „zdecydowanych działań” przeciwko nadmiernym ruchom walutowym. Główny sekretarz gabinetu Minoru Kihara potwierdził na konferencji prasowej, że Japonia będzie budować gospodarkę odporną na wahania kursowe, jednocześnie pozostając w gotowości do interwencji. Żaden z polityków nie odniósł się jednak wprost do konkretnego poziomu kursu, co rynek interpretuje jako sygnał, że próg bólu nie został jeszcze formalnie przekroczony.

Historia podpowiada jednak, że władze mogą zadziałać w każdej chwili. Wiosną tego roku – między końcem kwietnia a końcem maja – Ministerstwo Finansów wydało rekordowe 11,73 biliona jenów (około 72,4 miliarda dolarów) na obronę waluty. Jen chwilowo umocnił się do 155, po czym ponownie osłabł. W lipcu 2024 roku, po analogicznym spadku do poziomu 161,96, interwencja kosztowała rząd około 37 miliardów dolarów i sprowadziła kurs do okolic 140 za dolara. Pytanie brzmi więc nie „czy”, lecz „kiedy” – i czy tym razem efekt będzie równie trwały.

Julia Wang, szefowa inwestycji dla Azji Północnej w Nomura, uważa, że nowe cykliczne minimum jena prawdopodobnie „rozbudzi niepokój wokół słabości waluty” i może skłonić władze do działania. Jednocześnie zastrzega, że interwencja raczej nie zmieni długoterminowego trendu, ponieważ fundamenty – szeroka rozpiętość realnych stóp zwrotu – nadal faworyzują carry trade.

Skutki dla globalnych rynków

Osłabienie jena to nie tylko problem Japonii. Silniejszy dolar, napędzany m.in. przez kapitał uciekający od jena, podwyższa koszt zakupu surowców wycenianych w amerykańskiej walucie i wywiera presję na aktywa ryzykowne. Bitcoin we wtorek rano oscylował w okolicach 59 300 USD – poniżej psychologicznej bariery 60 000 – a analitycy wprost wskazują na słabość jena i silnego dolara jako bezpośredni impuls do kryptowalutowej wyprzedaży. Ewentualne odwrócenie carry trade – a więc nagła likwidacja pozycji jenowych – mogłoby uderzyć jednocześnie w giełdy akcji, kryptowaluty i rynek obligacji, czego rynki doświadczyły już latem 2024 roku.

Równocześnie słaby jen wspiera japońskich eksporterów i pompuje indeksy giełdowe w Tokio. Indeks MSCI Asia Pacific zmierza do zamknięcia najlepszego kwartału od 2009 roku, a Nikkei 225 notuje solidne wzrosty. Paradoks polega na tym, że te same przepływy kapitału, które szkodzą jenowi, jednocześnie napędzają japoński rynek akcji – tworząc swego rodzaju inwestycyjną schizofrenię, z którą muszą zmierzyć się zarządzający portfelami na całym świecie.

Fed, ropa naftowa, koniec kwartału

Dzisiejsza sesja to ostatni dzień handlu w II kwartale 2026 roku, co samo w sobie generuje podwyższoną zmienność – zarządzający funduszami korygują ekspozycje, zamykają pozycje kwartalne i rebalansują portfele. Do tego dochodzi napięty kalendarz makroekonomiczny: we wtorek w Dosze wznowione zostają negocjacje amerykańsko-irańskie, w czwartek Departament Pracy opublikuje raport o zatrudnieniu poza rolnictwem za czerwiec (konsensus prognozuje 115 tys. nowych miejsc pracy wobec 172 tys. w maju), a rynki amerykańskie będą w piątek zamknięte z powodu Dnia Niepodległości.

Ropa Brent, która jeszcze na początku czerwca kosztowała ponad 96 dolarów za baryłkę, we wtorek rano handlowana jest poniżej 73 dolarów – to spadek o niemal jedną trzecią w kwartale i najgłębsza kwartalna zniżka od czasu pandemii Covid-19. Ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz wyraźnie się nasilił po wstępnym porozumieniu pokojowym między Waszyngtonem a Teheranem, co radykalnie obniżyło premię wojenną wkalkulowaną w cenę surowca. Tańsza ropa zasadniczo pomaga jenowi (Japonia jest wielkim importerem energii), jednak w obecnym otoczeniu ten pozytywny impuls jest zupełnie przyćmiony przez dominację carry trade i siłę dolara.

Co dalej?

Rynek walutowy stoi dziś przed klasycznym dylematem: trend jest jasno zdefiniowany (słaby jen, mocny dolar), ale ryzyko nagłego odwrócenia – czy to przez interwencję, czy przez jastrzębi zwrot BoJ, czy przez globalny szok płynności – rośnie z każdym kolejnym tickiem w górę na USD/JPY. Analitycy Nomura, UBS i Goldman Sachs zgodnie wskazują strefę 162-163 jako obszar podwyższonego ryzyka interwencji, a pozycjonowanie spekulacyjne (rekordowo krótkie pozycje netto w jenach na CFTC) sugeruje, że ewentualne odwrócenie może być gwałtowne i bolesne.

Dla polskich inwestorów osłabienie jena ma wymiar pośredni, ale istotny: silny dolar przekłada się na presję na złotego, droższe dolarowe aktywa w portfelu i wyższe koszty zabezpieczenia walutowego. Z kolei ewentualne rozwiązanie carry trade – jeśli nastąpi gwałtownie – może być tym „czarnym łabędziem”, którego rynki w pierwszej połowie roku uniknęły, ale który wciąż czai się tuż za rogiem.