Szekel na 33-letnim szczycie. Mocna waluta staje się problemem izraelskiej gospodarki

Paradoks, jakiego dawno nie widzieliśmy na rynkach walutowych: dwa i pół roku wojen – w Strefie Gazy, w Libanie, wreszcie pięciotygodniowa konfrontacja z Iranem – nie tylko nie osłabiły izraelskiej waluty, ale wywindowały ją na poziomy nieoglądane od początku lat 90. W środę za dolara płacono w Tel Awiwie około 2,92 szekla. To kurs, który jeszcze rok temu wydawał się czystą abstrakcją.
Tyle że to, co dla turysty z Tel Awiwu wybierającego się do Europy jest powodem do radości, dla izraelskich eksporterów zaczyna przypominać scenariusz koszmaru. I – co znamienne – ekonomiści coraz głośniej mówią, że bank centralny powinien wreszcie ruszyć z fotela.
Trzy fale, które wyniosły szekla
Punktem zwrotnym okazało się zawieszenie broni z Iranem podpisane na początku kwietnia, a kilkanaście dni później – analogiczne porozumienie z Hezbollahem. Inwestorzy, którzy przez kilkanaście miesięcy obchodzili izraelskie aktywa szerokim łukiem, zaczęli wracać. Premia za ryzyko spadła, rentowności obligacji rządu w Jerozolimie poszły w dół, a kapitał napływający na giełdę w Tel Awiwie musiał najpierw zostać przewalutowany. To pierwsza fala.
Druga przyszła zza oceanu. Donald Trump konsekwentnie naciska na słabszego dolara, a rynek to kupuje – względem amerykańskiej waluty zyskują dziś nie tylko szekel, ale i euro, jen czy frank. Izrael akurat załapał się na ten ruch w momencie, gdy jego własne fundamenty również zaczęły się poprawiać.
Najciekawszy – i najmniej oczywisty – jest jednak trzeci czynnik. Zwraca na niego uwagę Zvi Eckstein, były wiceprezes Bank of Israel, dziś szef Instytutu Polityki Gospodarczej im. Aarona na Uniwersytecie Reichmana. Mowa o izraelskim systemie emerytalnym.
Mechanizm, którego mało kto rozumie
Izraelczycy odprowadzają obowiązkowo 12,5 proc. pensji brutto na prywatne fundusze emerytalne – to drugi najwyższy poziom w całej OECD, ustępujący tylko Islandii. Skutek? Krajowe fundusze emerytalne i domy inwestycyjne trzymają w aktywach walutowych – przede wszystkim w amerykańskich akcjach – około 300 mld dol.
Kiedy S&P 500 rośnie, ich ekspozycja dolarowa rośnie razem z nim. Żeby się przed nią zabezpieczyć, fundusze sprzedają dolary i kupują szekle. Tylko między sierpniem 2025 a lutym 2026 izraelskie instytucje zwiększyły zabezpieczenia o blisko 23 mld dol.
Alex Zabezhinsky, główny ekonomista banku inwestycyjnego Meitav, wyliczył dla „Calcalist” prostą zależność: każde 10 proc. wzrostu S&P 500 historycznie pociąga za sobą osłabienie dolara względem szekla o 2–3 proc. Według jego szacunków nawet 40 proc. ostatniej aprecjacji izraelskiej waluty można przypisać właśnie temu zjawisku.
Innymi słowy: hossa na Wall Street importuje do Izraela problem z konkurencyjnością.
Eksport pod ścianą
Statystyki są bezlitosne. Izraelski eksport towarów stopniał z ponad 76 mld dol. w 2022 r. do niespełna 59 mld dol. w roku ubiegłym. Pierwszy kwartał 2026 r. nie przyniósł odwrócenia trendu – przeciwnie.
Największy ból odczuwa branża technologiczna, czyli sektor, który odpowiada za jedną piątą PKB i jedną czwartą wpływów podatkowych. Ponad ćwierć izraelskiego eksportu trafia do USA, a niemal połowa tego strumienia to właśnie tech. Spółki rozliczają się w dolarach, ale 80 proc. ich kosztów to wynagrodzenia płacone w szeklach.
Firma, która rok temu z dolarowego kontraktu wyciągała równowartość 100 szekli, dziś przy identycznym przychodzie ma na koncie poniżej 82. Bez zmiany jednej cyfry w umowie. Stowarzyszenie Producentów Izraela szacuje, że łączne straty eksportowe związane z mocnym szeklem mogą przekroczyć 31,5 mld szekli, czyli niemal 11 mld dol.
Bez branży technologicznej Izrael nie przetrwałby gospodarczo. Jeśli szekel utrzyma się na tych poziomach, czekają nas poważne kłopoty – mówi Eckstein. I dodaje, że w dłuższym terminie pojawi się presja na przenoszenie etatów za granicę.
Bank of Israel w klinczu
Cała ta dyskusja sprowadza się ostatecznie do jednego adresu – siedziby Bank of Israel przy ulicy Eliezer Kaplan w Jerozolimie. Stopa referencyjna od kilkunastu miesięcy stoi w miejscu na poziomie 4 proc. Dla porównania: Fed utrzymuje przedział 3,50–3,75 proc., EBC zszedł do okolic 2 proc. Różnica w rentownościach naturalnie przyciąga kapitał i napędza szekla.
Eckstein argumentuje, że obniżka stóp wypchnęłaby krajowe instytucje do większego inwestowania za granicą i jednocześnie zniechęciła zagranicznych inwestorów do izraelskich obligacji. Efekt? Słabszy szekel – dokładnie to, czego potrzebuje przemysł.
Bank centralny widzi to inaczej. Obniżki w czasie wojny nie pobudziłyby produkcji – bo ta była ograniczona brakiem rąk do pracy, a nie kosztem pieniądza – a jedynie podbiłyby inflację. Argument w sumie nie bez sensu: ceny rosną dziś o 1,9 proc. rok do roku, czyli mieszczą się idealnie w środku celu (1–3 proc.). Z perspektywy mandatu cenowego trudno mówić o porażce.
Kolejne posiedzenie komitetu monetarnego – 25 maja. Rynek nie spodziewa się ruchu, ale presja polityczna i biznesowa narasta z każdym tygodniem.
„Nowa normalność” w ministerstwie
Resort finansów długo milczał, ale za zamkniętymi drzwiami coś się dzieje. 10 maja minister Bezalel Smotrich zwołał nieformalne spotkanie kryzysowe z przedstawicielami biznesu. Z relacji osób obecnych przebija się formuła, która wiele mówi o nastrojach w rządzie: „nowa normalność”. Innymi słowy – nikt na górze nie liczy już na to, że szekel sam z siebie zawróci.
Ministerstwo zapowiedziało program wsparcia dla firm najbardziej dotkniętych aprecjacją, oparty na zachętach do wdrażania sztucznej inteligencji. Brzmi to ambitnie, ale szczegółów i harmonogramu na razie brak.
Co dalej z szeklem?
Najbliższe tygodnie pokażą, czy izraelska gospodarka rzeczywiście wchodzi w długi okres mocnej waluty, czy może pojawi się jakiś czynnik – czy to ze strony Bank of Israel, czy ze strony rynków globalnych – który ostudzi ten ruch. Jedno wydaje się pewne: jeśli hossa na Wall Street się utrzyma, a stopy w Jerozolimie pozostaną na 4 proc., izraelscy eksporterzy będą musieli przygotować się na trudne kwartały.
Izrael przez ponad dwa lata żył w cieniu wojny, a kryzys gospodarczy nadszedł dopiero wtedy, gdy ucichły działa. Nie wskutek konfliktu – lecz wskutek pokoju, który obnażył strukturalne nierównowagi gospodarki rozliczającej koszty w szeklach, a przychody w dolarach.
Źródła: Handelsblatt, Bank of Israel, Calcalist
