Rekordowe marże rafineryjne i różnica między cenami paliw a ceną ropy

Rekordowe marże rafineryjne i różnica między cenami paliw a ceną ropy

Obserwowana sytuacja na rynku paliw w Polsce i na świecie skłania do głębszej analizy mechanizmów kształtowania cen, które w ostatnim czasie odbiegają od prostych korelacji z notowaniami ropy Brent czy WTI. Dane z 15 lipca pokazują, że średnia cena benzyny Pb95 w kraju osiągnęła 6,89 zł za litr, podczas gdy diesel kosztuje obecnie 7,31 zł za litr. W zestawieniu ze styczniem, czyli okresem przed zaostrzeniem konfliktu USA Iran, oznacza to wzrost cen o blisko 24 proc. dla benzyny oraz prawie 25 proc. dla diesla. W tym samym czasie baryłka Brent, która przed wojną 27 lutego wyceniana była na poziomie około 72,5 USD, 16 lipca kosztuje około 84,4 USD. Dostrzegalny rozjazd między tempem wzrostu cen surowca a cenami paliw na stacjach wynika z faktu, iż rynek paliw gotowych funkcjonuje obecnie w innej fazie równowagi niż globalny rynek ropy naftowej po ostatnim szoku paliwowym wywołanym wszczęciem wojny przez Izrael z Iranem, do której później dołączyły się Stany Zjednoczone, a której „dogrywkę” obserwujemy również w lipcu.

Dynamika zmian w hurtowych cennikach paliw

Warto zwrócić uwagę na fakt, że procesy cenowe rozpoczynają się w segmencie hurtowym, a nie bezpośrednio na pylonach stacji paliw. Dane wskazują, że hurtowa cena Pb95 wzrosła z 4473 zł za metr sześcienny 27 lutego do 5737 zł w dniu 16 lipca, co stanowi podwyżkę o około 28 proc. Analogiczna sytuacja dotyczy diesla, którego cena hurtowa podniosła się z poziomu 4777 zł do 6211 zł za metr sześcienny, co przekłada się na wzrost o 30 proc. Detaliczny rynek paliw nie jest już chroniony programem CPN, a politycy do końca nie rozumieją chyba tego, że paliwa gotowe, to nie ropa. Choć ropa przez chwilę wróciła do poziomów sprzed wybuchu wojny izraelsko-amerykańśko-irańskiej, to ceny paliw gotowych są od tego daleko. Powrót ceny ropy Brent w okolice poziomów sprzed wojennego szoku okazuje się niewystarczający do szybkiego obniżenia cen końcowych, ponieważ rynek paliw wymaga nie tylko większej ilości surowca, ale także sprawnego funkcjonowania mocy rafineryjnych oraz całej logistyki dystrybucji.

hurtowe paliwa

Wąskie gardła w procesie rafinacji

Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że globalny przerób ropy był w czerwcu o 6 mln baryłek dziennie niższy niż w roku ubiegłym. Eksport produktów rafinowanych oraz LPG z obszaru Zatoki Perskiej pozostaje na poziomie niższym niż połowa wolumenu sprzed wybuchu wojny, podczas gdy przepływy samej ropy naftowej powróciły do około 75 proc. wcześniejszej skali (przynajmniej w czerwcu, obecnie w lipcu mogły ponownie spaść).

W rezultacie surowiec dociera do magazynów szybciej, niż rafinerie są w stanie przekształcić go w gotowe paliwa. Sytuacja ta znajduje odzwierciedlenie w tzw. crackach, czyli marżach rafineryjnych, które według danych IEA osiągnęły na początku lipca najwyższe poziomy od 4 lat. Dane EIA dla Stanów Zjednoczonych wskazują, że średni crack benzynowy w drugim kwartale był o 60 proc. wyższy niż rok wcześniej, natomiast marże na dieslu i paliwie lotniczym wzrosły w tym okresie ponad dwukrotnie. Wysoka marża stanowi dla rafinerii istotną zachętę do pracy, jednak techniczne ograniczenia instalacji oraz wyzwania logistyczne sprawiają, że przywrócenie pełnej wydajności wymaga czasu.

Globalna skala ograniczeń podażowych i ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę

Presję na ceny utrzymują również zakłócenia w pracy rafinerii na terenie Rosji, które wynikają z ataków na infrastrukturę krytyczną, w tym z zatrzymania zakładu w Omsku 7 lipca. Ubytek produktów z tego regionu zmusza inne państwa do poszukiwania alternatywnych źródeł zaopatrzenia, co zwiększa globalną konkurencję o dostępne ładunki.

W okresie wakacyjnym zjawisko to potęguje wyższy popyt na paliwa transportowe. Jeśli różnica cen między regionami pokrywa koszty frachtu, paliwo płynie tam, gdzie marża jest najkorzystniejsza, co wpływa na ceny lokalne również w Polsce. Wydaje się, że powrót cen na stacjach do poziomów sprzed wojny wymagać będzie przede wszystkim wzrostu podaży gotowej benzyny i diesla, a nie tylko zwiększenia dostępności samej ropy. Możliwe, że pierwszym sygnałem poprawy sytuacji będzie spadek hurtowych cen paliw oraz obniżenie marż rafineryjnych, co pozwoli na stopniową transmisję niższych kosztów surowca w całym łańcuchu dostaw i w końcu na przełożenie się tego na niższe ceny paliw. Jednak może to potrwać jeszcze wiele miesięcy.