Ferrari Luce wstrząsa akcjami RACE. Inwestorzy i ikona marki krytykują pierwszy elektryczny model

Ferrari Luce wstrząsa akcjami RACE. Inwestorzy i ikona marki krytykują pierwszy elektryczny model

Premiera Ferrari Luce, pierwszego w pełni elektrycznego modelu marki z Maranello, zamiast święta zamieniła się w giełdową porażkę. Dzień po światowym debiucie w Rzymie akcje RACE spadły w Mediolanie o około 8 procent, a notowane w Nowym Jorku o 5,3 procent. Pod ostrzałem znalazł się design samochodu, jego cena na poziomie 550 tys. euro oraz sam pomysł elektryfikacji legendy Cavallino Rampante. Krytycznie wypowiedział się nawet Luca di Montezemolo, były wieloletni prezes Ferrari.

Premiera w Rzymie i kac dzień później

Ferrari wybrało na światową premierę swojej pierwszej elektrycznej Luce wyjątkową lokalizację. 25 maja 2026 roku, w Vela di Calatrava w rzymskiej Città dello Sport, włoski producent supersamochodów odsłonił model, którego nazwa, po włosku oznaczająca „światło”, miała symbolizować „klarowność i kierunek” nowej ery marki.

Reakcja rynku przyszła już następnego dnia. We wtorek 26 maja akcje Ferrari notowane na giełdzie w Mediolanie spadły o około 8 procent, a notowania w Nowym Jorku zniżkowały o 5,3 procent. To kolejna bolesna sesja dla akcjonariuszy RACE, którzy od dwunastu miesięcy obserwują przecenę papierów spółki o ponad 32 procent. Październikowy szok z 2025 roku, gdy Capital Markets Day i obniżenie celów elektryfikacyjnych ścięły kurs o 15 procent w ciągu jednej sesji, wciąż ciąży na sentymencie.

Anthony Dick, analityk motoryzacyjny w Oddo BHF, podsumował reakcję krótko: jest to

„Zdecydowanie najostrzejsza reakcja, jaką widzieliśmy na design samochodu, rynek się wypowiedział”.

Specyfikacja imponująca, cena szokująca

Luce to projekt na wskroś nowy w historii marki. Czterodrzwiowe nadwozie, pierwsze w historii Ferrari pięcioosobowe wnętrze, monolityczna konstrukcja aluminiowa wykonana w około 75 procentach z surowca z recyklingu. Cztery silniki elektryczne generują ponad 1000 koni mechanicznych, samochód przyspiesza od zera do 100 km/h w około 2,5 sekundy i osiąga prędkość maksymalną około 310 km/h. Bateria 122 kWh brutto, dostarczana przez SK On, ma zapewniać około 530 km zasięgu w cyklu WLTP, a architektura elektryczna pracuje natywnie w 800 V.

Wnętrze zaprojektowali Jony Ive i Marc Newson w studio LoveFrom, a wszystkie kluczowe komponenty, od pakietów bateryjnych po e-osie i falowniki, powstają w nowym budynku e-building w Maranello. Cena startuje od około 550 tys. euro, czyli mniej więcej 640 tys. dolarów, a pierwsze dostawy zaplanowano na czwarty kwartał 2026 roku.

Krytyka z najbardziej nieoczekiwanych miejsc

To, co najmocniej uderzyło w nastroje inwestorów, to nie tylko sceptycyzm rynku, ale i bezprecedensowe głosy krytyki płynące z samego włoskiego establishmentu. Luca di Montezemolo, który przez dekady kierował Ferrari aż do 2014 roku, w komentarzu dla włoskich mediów określił Luce mianem „hańby dla historii firmy” i zasugerował, że marka powinna „zdjąć z tego samochodu logo skaczącego konia”. Co istotne, di Montezemolo dołączył w ubiegłym roku do rady nadzorczej McLarena, bezpośredniego konkurenta Ferrari, który postawił na hybrydy zamiast pełnej elektryfikacji.

Krytykę wsparł także wicepremier i minister transportu Włoch Matteo Salvini, który na portalu X napisał, że samochód jest

„elektryczny, skandalicznie drogi (550 tys. euro!) i estetycznie mówi sam za siebie. Wygląda jak cokolwiek, ale nie samochód z logo Skaczącego Konia. I to ma być innowacja? Kto wie, co powiedziałby Enzo Ferrari”.

Ferrari odmówiło komentarza do tych wypowiedzi.

Dlaczego spadły akcje? Trzy nakładające się powody

Według analizy CNBC, za przeceną stoją trzy nakładające się czynniki. Pierwszy to klasyczna w branży reguła „buy the rumor, sell the news”. Kurs Ferrari rósł w tygodniach poprzedzających premierę, więc realizacja zysków przy okazji wydarzenia była naturalna.

Drugi czynnik to wspomniane „design hate”, czyli fala krytyki estetycznej. Michael Field, główny strateg ds. akcji w Morningstar, zauważył, że „wielu fanów jest rozczarowanych, że Ferrari adaptuje koncepcję EV, uważając, że rozcieńcza to markę supersamochodów, która budowała swoją tożsamość wokół klasycznego designu i surowej mocy silnika spalinowego”.

Trzeci, najbardziej fundamentalny powód, ma charakter inwestycyjny. Field wskazuje, że „wielu inwestorów obawiało się rozwoju modelu EV, ponieważ koszty badań i rozwoju są bardzo wysokie, co wywiera presję na markę, by je odzyskać, potencjalnie rozcieńczając zwroty z inwestycji dla biznesu”. Anthony Dick z Oddo BHF dodaje, że Luce „to największe odejście od etosu marki, jakie kiedykolwiek widzieliśmy”, a ryzyko spadku rentowności w razie słabej sprzedaży modelu jest realne.

Ferrari kontra reszta luksusowej motoryzacji

Premiera Luce odbywa się w momencie, gdy konkurencja wycofuje się z agresywnej elektryfikacji. Porsche i Lamborghini ograniczyły plany dotyczące własnych modeli EV, wskazując na słaby popyt w segmencie elektrycznych supersamochodów. Mercedes-Benz, Aston Martin i Volvo Cars również skorygowały ambicje w tym obszarze.

Ferrari już w październiku 2025 roku zredukowało cele elektryfikacyjne, zmieniając mix sprzedaży zakładany na 2030 rok z 40 procent EV na zaledwie 20 procent. Nowy plan przewiduje 40 procent modeli spalinowych, 40 procent hybryd i 20 procent w pełni elektrycznych. Luce wjeżdża więc na rynek dosłownie w roli pioniera, ale jednocześnie bez gwarancji szybkiego następcy. Wcześniejsze nieoficjalne doniesienia agencji Reuters wskazywały, że drugi elektryczny Ferrari może pojawić się nie wcześniej niż w 2028 roku.

CEO Benedetto Vigna podczas premiery podkreślał, że dzień ten otwiera „nowy rozdział” w historii spółki i bronił filozofii projektowej. „Kiedy tworzysz nową technologię, musisz zawsze pamiętać o słowie zwanym szacunkiem. Szacunkiem dla technologii, ponieważ kiedy masz nową technologię, musisz upewnić się, że jest ona właściwie reprezentowana w designie, więc design musi być inny”, powiedział Vigna w rozmowie z CNBC.

Podsumowanie

Premiera Ferrari Luce miała być triumfalnym wejściem Maranello w nową erę. Stała się jednym z najbardziej spornych debiutów w nowoczesnej historii motoryzacji premium. Polaryzujący design, cena na poziomie 550 tys. euro, krytyka ze strony Luca di Montezemolo i włoskich polityków oraz spadek akcji o 8 procent dzień po premierze pokazują, że rynek nie jest jeszcze przekonany do elektrycznej przyszłości legendy z Cavallino Rampante. Ferrari postawiło na odwagę zarówno w designie, jak i w pozycjonowaniu cenowym, ale to klienci, a nie analitycy, ostatecznie zweryfikują, czy światło Luce rozjaśni nowy rozdział marki, czy stanie się drogim eksperymentem. Najbliższe miesiące, a przede wszystkim dane o pre-orderach, dadzą pierwszą jasną odpowiedź.