Amerykańska giełda bez kwartalnych raportów? SEC chce zmienić zasady, które obowiązywały od ponad 50 lat

Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) szykuje propozycję, która może zrewolucjonizować sposób, w jaki spółki publiczne w USA komunikują się z rynkiem. Obowiązkowe raporty kwartalne mogą odejść do historii.
Przez ponad pół wieku zasada była prosta i niepodważalna – każda spółka notowana na amerykańskiej giełdzie co 90 dni otwiera księgi i pokazuje rynkowi swoje wyniki. Teraz SEC, pod kierownictwem przewodniczącego Paula Atkinsa, zamierza dać firmom wybór: albo raportujecie jak dotychczas, albo przechodzicie na cykl półroczny.
Formalna propozycja może zostać opublikowana już w kwietniu. We wtorek 17 marca Atkins potwierdził te plany podczas wystąpienia na DC Blockchain Summit w Waszyngtonie, zapowiadając otwarcie procesu konsultacji publicznych. Dodał przy tym coś, o czym wcześniej nie mówiono głośno – wymogi raportowe mogłyby być w przyszłości skalowane w zależności od wielkości spółki.
Nie likwidacja, lecz opcja
Warto od razu rozwiać najczęstsze nieporozumienie. SEC nie zamierza zakazać raportowania kwartalnego. Spółki, które zechcą publikować wyniki co trzy miesiące – a z pewnością będzie ich wiele – nadal będą mogły to robić. Formularz 10-Q, stanowiący fundament kwartalnej sprawozdawczości od 1970 roku, przestałby być obligatoryjny. Firmy zyskałyby prawo wyboru – pierwszy raz od czasów Nixona.
Po publikacji projektu nastąpi okres konsultacji publicznych (minimum 30 dni), a potem głosowanie pięcioosobowej komisji SEC. Wynik nie jest z góry przesądzony, ale kierunek polityczny jest jednoznaczny – administracja Trumpa traktuje tę reformę priorytetowo.
Skąd ten pomysł i dlaczego właśnie teraz
Koncepcja nie spadła z nieba. Donald Trump po raz pierwszy rzucił ten pomysł jeszcze w 2018 roku, w trakcie pierwszej kadencji, ale wówczas inicjatywa cicho umarła. Tym razem jest inaczej. We wrześniu 2025 roku Long-Term Stock Exchange – giełda założona przez przedsiębiorcę Erica Riesa z misją promowania długoterminowego myślenia w biznesie – złożyła formalną petycję do SEC o zmianę odpowiednich przepisów. Trump niemal natychmiast odnowił swoje poparcie, a Atkins ogłosił, że przygotuje projekt regulacji „do końca 2025 roku lub na początku 2026”. Zaraz potem SEC zaczęła rozmawiać z NYSE i Nasdaq o tym, jak giełdy musiałyby dostosować swoje regulaminy.
Innymi słowy – nie jest to luźna deklaracja polityczna, ale proces, który wszedł w fazę operacyjną.
Argument za: kosztowna fikcja co 90 dni
Zwolennicy reformy twierdzą wprost – kwartalne raportowanie wyrządza więcej szkód niż pożytku. Ich zdaniem system, w którym bilionowe korporacje reorientują całą strategię komunikacyjną wokół tego, czy „pobiją” prognozę analityka wymyśloną trzy miesiące wcześniej na arkuszu kalkulacyjnym, jest z gruntu dysfunkcyjny. Zarządy wygładzają wyniki, manipulują oczekiwaniami, a programy skupu akcji są synchronizowane z kalendarzem wynikowym zamiast z realną polityką kapitałową.
Jest też twardy argument ekonomiczny. Koszty przygotowania kwartalnych raportów – prawne, audytorskie, administracyjne – są nieproporcjonalnie wysokie dla mniejszych emitentów. A to właśnie te koszty są jednym z powodów, dla których coraz mniej firm decyduje się na debiut giełdowy w Stanach Zjednoczonych. Rynek IPO w 2026 roku wyraźnie kuleje – spółki opóźniają, zmniejszają lub całkowicie wycofują planowane oferty, zniechęcone zmiennością rynkową i obciążeniami regulacyjnymi. Jeśli zmniejszenie częstotliwości raportowania obniży barierę wejścia na rynek publiczny, reforma może w dłuższej perspektywie zwiększyć podaż akcji dostępnych dla inwestorów.
Argument przeciw: mniej informacji to więcej niepewności
Krytycy nie dają się przekonać – a jest ich niemało, szczególnie wśród inwestorów instytucjonalnych i organizacji działających na rzecz transparentności rynku. Ich główna obawa jest intuicyjna: im rzadziej spółka ujawnia dane, tym dłużej rynek operuje w ciemno. Półroczne raporty oznaczają półroczne okresy niepewności, a kiedy wyniki wreszcie się pojawią, reakcja rynkowa może być nieproporcjonalnie gwałtowna. Zamiast czterech relatywnie przewidywalnych „sezonów wynikowych” rocznie, inwestorzy mogliby dostać dwa – za to obfitujące w znacznie większe niespodzianki.
Jest i większy zarzut. Krótkoterminowe myślenie korporacyjne – tak chętnie przywoływane przez reformatorów – wynika nie tyle z kalendarza raportowego, ile ze strukturalnej presji funduszy hedgingowych, analityków sell-side i inwestorów aktywistycznych. Ta presja nie zniknie tylko dlatego, że wyniki będą publikowane rzadziej.
Europejskie doświadczenie
Propozycja SEC nie powstaje w legislacyjnej próżni. Unia Europejska zniosła obowiązkowe raportowanie kwartalne w 2013 roku, Wielka Brytania poszła tą samą drogą rok później. Dotychczasowe badania nie wskazują, by ta zmiana negatywnie wpłynęła na wyceny, płynność czy jakość zarządzania po drugiej stronie Atlantyku. Ten fakt jest regularnie przywoływany jako dowód, że reforma jest bezpieczna.
Rzecz w tym, że znaczna część spółek europejskich i tak raportuje co kwartał – dobrowolnie. Można to odczytać optymistycznie: rynek sam wymusił optymalną częstotliwość, więc zniesienie przymusu niczego nie zmieni. Ale pesymista powie co innego – jeśli konkurencja i tak raportuje, to z obowiązku zrezygnują głównie te firmy, które wolałyby informować rynek rzadziej. A to niekoniecznie jest w interesie akcjonariuszy.
Co to oznacza dla inwestorów
Nawet jeśli propozycja SEC przejdzie pełną ścieżkę regulacyjną – a to zajmie co najmniej kilka miesięcy – jej praktyczne konsekwencje będą się materializować stopniowo. Najważniejszy efekt może być jednak natychmiastowy i dotyczy sposobu wyceny spółek. Tradycyjne modele oparte na kwartalnych prognozach EPS, sezonowości wyników i porównaniach kwartał do kwartału będą wymagały przebudowy dla emitentów, którzy zdecydują się na raportowanie półroczne.
Reforma trafia też na rynek w wyjątkowym momencie – dzisiejsze posiedzenie FOMC, ropa powyżej 100 dolarów, obawy o kryzys, niepewność geopolityczna. W takim środowisku inwestorzy raczej domagają się więcej przejrzystości, nie mniej. Tempo, w jakim administracja Trumpa forsuje tę zmianę, sugeruje jednak, że kwestia transparentności korporacyjnej ustępuje miejsca innemu priorytetowi – przyciąganiu firm z powrotem na rynek publiczny.
Jedno jest pewne: jeśli propozycja wejdzie w życie, sezon wynikowy na Wall Street – ten charakterystyczny, gorączkowy rytm, który od dekad wyznacza puls amerykańskiego rynku akcji – już nigdy nie będzie wyglądał tak samo.
Źródło: SEC, Wall Street Journal, CNBC
